Paruresis – nieumiejętność sikania wśród ludzi

48

Udało mi się dzisiaj doszukać nazwy pewnego zaburzenia psychicznego / fobii społecznej, która również mnie dotyka w niewielkim stopniu – to niemoc w oddaniu moczu w przypadku braku pełnej dyskrecji czy ciszy. Brzmi śmiesznie? Śmieszne nie jest. Nazywa się to Paruresis i o dziwo jest całkiem sporo w necie o tym.

Klatka z filmu Paruresis: http://vimeo.com/16094631

Niegdyś myślałem, że to naprawdę drobny przypadek dotykający niewielki promil populacji. Sam z tym problemem borykam się od kilku lat – ciężko mi określić dokładny okres, ale przynajmniej dwa lata to już będą. Czym zostało to spowodowane? Nie mam pojęcia, musiałbym wybrać się na hipnoterapię, aby spróbować odkopać coś z mózgu, co wywołało ten stan.

O co tutaj chodzi?

Polska definicja Wikipedii:

Paruresis – rodzaj fobii, trudność bądź niemożność oddania moczu w obecności innych, zarówno we własnym domu, jak i w miejscach publicznych, w stresie wywołanym presją czasu, będąc obserwowanym, lub kiedy ktoś jest w pobliżu i może nas słyszeć.

Opiszę najpierw mój przypadek – wersję lekką (po tym, co wyczytałem to moja odmiana jest błaha), aby zaznajomić was z przypadkiem i wyjaśnić cały problem. Najlepiej na przykładzie:

Wyobraź sobie, że siedzisz na wykładzie na uczelni. Rano wypiłeś pół litra herbaty przy śniadaniu i właśnie zaczyna naciskać Cię na pęcherz. W końcu przerwa na wykładzie, kierujesz się do toalety, by w końcu spuścić naciskające w podbrzuszu ciśnienie. Stajesz przed pisuarem i zamiast zaczynać od razu lać słyszysz jak do toalety wchodzą kolejne osoby – jedna by się wylać zaraz przy Tobie, inni umyć ręce, jeszcze inni po prostu pogadać czy zapalić papierosa.

Brak kompletnej dyskrecji, brak spokoju, ciągle jakieś głosy, ludzie stojący za Tobą, gapiący się na plecy i czekający aż w końcu załatwisz swoją sprawę. Ty stoisz jak głupi, gapisz się na swojego penisa, mija powoli pierwsza minuta i wciąż ani kropelki nie uroniłeś, chociaż tak bardzo boli i chce się. Można tak stać w nieskończoność i nic z tego nie będzie dopóki wszyscy nie opuszczą tej toalety i Ty nie będziesz miał błogiej ciszy.

W końcu go chowasz i myślisz o kompromitacji, bo przy laniu słychać dźwięk strumyka, a Ty kompletnie nic nie spuściłeś z siebie. Wychodzi z toalety i wciąż czujesz ten sam dyskomfort, dodatkowo pojawiają się potencjalne myśli innych w Twojej głowie.

Paskudny przypadek, nie? Ale aż tak fatalnie nie musi być. Osoba cierpiąca na tę przypadłość może „zakleszczyć” się samą obecnością jednaj osoby w tym samym pomieszczeniu sanitarnym, nawet, jeśli jest ona przyjaźnie do nas nastawiona i kompletnie nam nie przeszkadza.

Oto przykład Paruresis, na szczęście coś tak strasznego jak na początku przytoczyłem mnie nigdy nie spotkało, ale bywało blisko.

Nie umiem sikać jak kogoś słyszę albo ktoś mnie może usłyszeć

Moje załatwianie się to najczęściej wyczekanie na moment, kiedy toaleta jest pusta albo ostatnia jednostka z niej wychodzi – mowa tutaj głównie o ośrodkach publicznych takich jak uczelnia, hipermarket, pub. Nie sikam praktycznie nigdy do pisuarów, a zazwyczaj kieruję się do kabiny. Obowiązkowo muszę zamknąć drzwi za sobą i nikt nie może być w żadnej innej kabinie czy stać za moimi drzwiami.

W domu nie mam takiego problemu, o ile domownicy kompletnie mi nie przeszkadzają, to jednak jeśli pałęta się ktoś dalszy z rodziny, albo znajomy niedaleko toalety to problem może się pojawić. Tutaj na szczęście nie ma 5 stanowisk do załatwiania się, można spokojnie usiąść na kiblu i udawać, że strzela się kloca. W końcu się wyleję.

W przypadku np. potrzeby wylania się w lesie – uciekam czym dalej od osób, z którymi pałętam się w tym lesie, mam pewność, że za krzakami dokładnie mnie nie widzą, mam dostateczną ilość spokoju i prywatności w promieniu przynajmniej 20 metrów.

Skąd ten problem?

Nie mam pojęcia. W przeszłości jakieś zdarzenie musiało wpłynąć na moją psychikę i wywołać jakiś strach (fobię) przed sikaniem w obecności innych ludzi. Czy szczając ktoś mnie popchnął i się oblałem? Nie przypominam sobie, ale tylko taką możliwość widzę.

Zauważyłem, że całość mojego problemu siedzi w samej psychice, jak do tego doszedłem? Jak pisałem wyżej – mam pewność, że jestem sam w toalecie i nikt mnie nie podsłuchuje – sikam bez problemów na zawołanie.

O swoim mieszkaniu już nie wspominam, bo to poczucie bezpieczeństwa itd. Jak napisałem wyżej – problem praktycznie nie występuje. Mogę iść nawet jak mi się ledwo chcę i zrobię, co trzeba. Całe życie załatwiam się do jednego kibla, tutaj się tego nauczyłem, tutaj to robiłem tysiące razy. Problemem jest załatwianie po za domem.

Nic nie boli, nic nie piecze… fizycznie jestem kompletnie sprawny, impotentem też nie jestem, prostatę raczej też mam w normie – ledwo 22 lata na karku.

To wszystko psychika, zaparcie przed innymi na wypadek ataku? Któż wie, na pewno ciężko o rozluźnienie mięśni odpowiedzialnych za tą blokadę.

Problemy, jakie to stwarza

Nieumiejętność wysikania się przy ludziach rodzi kilka istotnych problemów

  • Brak możliwości spełnienia silnej potrzeby sikania np. w przypadku imprez okolicznościowych. Daje to poczucie dyskomfortu, uniemożliwia dalsza konsumpcję itd.
  • Brak możliwości oddania moczu do analizy, gdy wyniknie taka potrzeba u lekarza itp.
  • Wyłączenie się z kilku aktywności fizycznych w przypadku potrzeby (seks, bieganie, zapasy?)
  • Większe ryzyko zachorowania chociażby na kamień nerkowy czy infekcje dróg moczowych
  • Wymuszane ograniczanie konsumpcji płynów, chociażby piwa, np. podczas spotkań okolicznościowych
  • … i jakieś inne

Kapka edycji

Tutaj jeszcze poruszona była kwestia jak ja sobie z tym radzę i kilka moich najgorszych przypadków, jakie mnie spotkały, lecz wywaliłem to (~1100 słów), bo nie chcę przynudzać.

Dla ciekawskich mogę puścić osobny post.

Problemy innych

Dobra, koniec w końcu o mnie, bo wyszło już z tego coś długiego, znajomi poznają mnie teraz od tej strony, niektórzy osądzą i wyśmieją. Teraz przypadki wyciągnięte z  internetu:

Ogólnie inni mają znacznie mniej kolorowo, bo o ile muszą czasem trzymać po 8 godzin (niemoc wysikania się w pracy/szkole) to nawet pojawiają się problemy z sikaniem w swoim mieszkaniu w obecności znajomych – przerypane.

Występuje długotrwałość choroby jak:

Mam to z 10 lat :S co tu więcej mówić,to komplikuje życie niesłychanie :[

Problem dotyczy również kobiet, komplikuje opuszczanie domu:

Już w podstawówce miałam problem z załatwianiem się w szkole i tak jest do dziś. Nawet nie próbuję,no chyba,że w jakichś wyjątkowych przypadkach.
Potrafię wytrzymać nawet 12 godzin,z czego tylko ok. 2 odczuwam dyskomfort. Piję normalnie,więc chyba mam już rozciągnięty pęcherz. Jest to jakiś sposób,bo to niesikanie poza domem nie utrudnia mi zbytnio funkcjonowania. A,no tak. Ja prawie nigdzie nie wychodzę :|

Niemoc, o której pisałem:

To jest blokada mięśni… I to taka (czasem mniejsza, czasem większa), że nie da się rozluźnić ani nic… Jeżeli jest pusto, nikogo nie ma, i mała szansa, że ktoś wejdzie to ok… No i więcej niż jedna kabina bo to najgorsze co może być. Wtedy ludzie stoją w kolejce nawet… :|

Pomocna autosugestia:

Ja gdy miałem z tym problem to próbowałem sobie wmawiać, że „wszystko jest ok”, „nie denerwuj się”, „nic się nie dzieje”. Pomagało. To jest po prostu reakcja organizmu na lęk. Zamykamy się psychicznie i jak widać również i tutaj…

Za dużo myślenia:

Po prostu staram się wyluzować i myśleć o tym, żeby się „odlać” a nie o ludziach ;)

Desperacja:

Mam 24 lata, z paruresis borykam się od około 10 lat, w tym czasie przeszedłem przez różne stadia choroby, istny horror. Kto „to” ma lub miał wie o czym piszę, życie można określić jednym zwrotem- permanentne upokorzenie, wstyd, lawirowanie poprzez różne wybiegi na krawędzi, jakkolwiek byśmy tego nie rozumieli. [więcej]

Presja czasu:

załóżmy taką sytuację, co też przerabiałem, żeby odlać się na postoju gdzieś pod drzewkiem, z dala od ludzi, też był problem o dziwo z tego względu, że pojawia się presja czasu, świadomość, że czeka na mnie rodzina w samochodzie mnie dobija normalnie, im dłużej stoję pod tym drzewem tym bardziej dochodzi do mnie świadomość, że ktoś zaczyna się niecierpliwić, to jest przytłaczające uczucie i nie pozwala skupić się na samej czynności. Chyba, że każdy zajmuje się swoimi sprawami, sytuacja nie skupia się na mnie i mogę się gdzieś oddalić dla spokoju, wtedy warunki są sprzyjające. [więcej]

U chłopaka:

Moja wersja paruresis jest bardzo „ortodoksyjna” – potrafię wysikać się tylko jak jestem w pustej toalecie i wiem, że nikogo nie ma pod drzwiami (na uczelni) lub w towarzystwie kogoś zaufanego, kto wie o tej dolegliwości i akceptuje mnie z tym. U mojego chłopaka w domu jego mama musi zamknąć się w pokoju, żebym mogła w spokoju się wysiakć, a i tak mam problemy (bo myślę sobie co ona o mnie myśli…) W knajpie do ubikacji wchodzi ze mną przyjaciółka i śpiewa mi, żebym się rozluźniła…  [więcej]

Bolesna wersja z kamieniem:

Ja też mam ten sam problem z oddawaniem moczu tyle że jestem po przebytej kamicy nerkowej, ostatnio zmieniłem pracę i teraz pracuję na hali a ubikacje są brudne w kabinach są drzwi z wybitymi szybami i to mi przeszkadza, tłum ludzi bo obok są szatnie i czasami nie dam rady się załatwić, dziś trzymałem mocz przez 8h, miałem parcie na pęcherz ale nie mogłem się przemóc dopiero przy wyjściu z pracy dałem radę. Jestem przez tą chorobę strasznie nerwowy i nie panuję czasami nad emocjami gdy ktoś mnie zdenerwuje. Rok temu jak miałem operacje na 2 jelita to kazali mi oddać mocz, jednak nie mogłem w obecności tylu ludzi, pół godziny się męczyłem aż w końcu lekarz kazał założyć cewnik i nie wiem czy to też nie wpłynęło na oddawanie moczu, dodam że gdy kamień wyszedł przez cewkę moczową to przez 7 dni miałem tak podrażnione nerwy że ciężko mi było się załatwić. [źródło]

I na koniec przykład, jak może rodzić się ta fobia:

przypomniałam sobie sytuacje, kiedy podczas przerwy w jakiejś podróży na siusiu, weszłam sobie beztrosko do kabiny, porozglądałam sie po niej, popatrzyłam za okno i dopiero przystąpiłam do dzieła.i tu padł głupi tekst osoby czekającej:dopiero sikasz?:-/chyba musiało mi to zapaść w pamięć i po paru latach odżyło. [więcej]

I najlepszy post oparty wszelakimi doświadczeniami, kopiuję tutaj na wypadek jakby kiedyś powyższe forum padło:

Odkryłem te fobie u siebie na studiach w toalecie gdy jakiś profesor zajmował kabinę obok- więc poleciało czyszczenie nosa prócz tego żadnej kropli. Zaczęło się- potem imprezy i wyjazdy- panie na lewo, panowie na prawo. Koszmar z początku. Zauważyłem w knajpach, że idąc się odlać z kimś znajomhym lać mogłem od razu, natomiast przy kimś obcym ni ch…

Wymyśliłem sobie odliczanie od 10 do 0 w myślach i serio pomagało wraz z czytaniem wszystkiego co było wokół nabazgrane czy też myślenie o tym kto tu i w jaki sposób instalował całą armaturę, heh. Sytuacja pogarszała się jeśli chodziło o pisuary- no nie mogłem, chyba że na siłę gdy było serio podbramkowo to zawsze coś uleciało. Apogeum mojego problemu sięgnęło podczas pewnego wyjazdu na woodstock autobusem, co jakiś czas panie na lewo, panowie na prawo, więc zacząłem znów palić, paliłem aż tłum wylał co miał potem atakowałem i… nic z tego. W busie kilka kolejek, browarów… kolejny postój z nadzieją na odblokowanie pęcherza gdyż ciśnienie rosło a wraz z nim coraz większa blokada.

Sytuację uratował pewnego postoju strumyk, który zagłuszał wszelkie odgłosy potrzeb i wtedy znalazłem antidotum na swój problem- wystarczyło mi powiercić butem w trawie i… jak ręką odjął! Przy okazji dodam, że w życiu nie miałem żadnych kompleksów, raczej indywidualista ze mnie w d… mający na to co ludzie powiedzą. Raz wybrałem się na koncert ze znajomymi na stadion, kilka browarów i pęchęrz upomniał się o swoje a że organizator dał ciała stawiając 6(!) toików pozostała ściana obok pod okiem ochrony i wówczas myślawszy, że problem z laniem pogrzebałem to stojąc i napierając na pęcherz ktoś obok spytał „jak leci” odp. „ch…o” dostałem odp. „spoko, też tak mam, to sie zdarza” przypomniał mi mojego szefa i jakoś poszło po paru minutach i skopconej fajce. Przy okazji nadażyła się okazja do przeanalizowania sytuacji, swojego szefa nie znoszę a gdy tylko pomyślę o pracy mam puls ok 180 z nerwów więc zacząłem wykorzystywać szefa podczas stresowego lania i… serio zaczęło pomagać! Szeryf był tylko punktem zapalnym, od razu zacząłem przywoływać z pamięci różne inne postaci i sytuacje, które pomagały zawładnąć na chwilę mym umysłem a przy okazji w duchu dziękując im z szyderczym uśmiechem.

Mając już pewien, bo kilkuletni bagaż doświadczeń z niemożnością spokojnego odlania się mogę powiedzieć, że nigdy nie wpadłbym na pomysł stopniowanego ekshibicjonizmu, problem leży w głowie i głowę należy zająć czymś innym by pofolgować swemu instynktowi pierwotnemu, które przytłumia nasze postępujące ucywilizowanie.
Gdy tylko nadaży się okazja- postój, impreza open-air to idę w zaparte między ludzi ze wspólną potrzebą i stosuję kilka odkrytych wcześniej metod:
– zapalam papierocha (niekoniecznie)
– nie skupianie się nad własną potrzebą
– jeśli już to jak kserksess, będę mieć przej… jeśli nie będzie nic z tego
– ocena otoczenia, liczenie od tyłu od 10 lub literowanie alfabetu od tyłu
– przeklinanie swojego szefa, przewoźnika, warunków obecnych… etc.
– rymowanie na temat powyższych (b. dobre efekty)
– gdy powyższe zawodzą zostaje puścić wodę z kranu, szelest papierem lub czymkolwiek symulując rozpakowywanie czegoś głusząc jednocześnie „sprawę” co pomaga; lub poprostu butem w trawie.

Ostatnio zauważyłem, że jest coraz lepiej, rzadko teraz wracam z ‚pola walki’ pokonanym, a jeśli już to po kilku minutach wracam w to samo miejsce (co ważne). Moja dziewczyna przyznała, że też czasem ten problem ją dotyka, pocieszam ją, że nigdy nie będzie musiała pod murkiem wśród znajomych martwić się o to, heh. Studiowałem psychologię z nudów przez rok więc myślę, że jestem w stanie sam sobie pomóc, jeśli jeszcze komuś przy okazji swym przydługim wywodem to będzie nieźle. [źródło]

Uff, rozpędziłem się w kopiowaniu. Po za tym świetne propozycje w ostatnim cytacie ;-). Jednak pora zakończyć.

Terapia

Poczytałem też to i tamto o terapii. W większości przypadków proponuje się wyznaczenie jakiejś przyjaznej osoby, która będzie pomagała nam w przełamywaniu lęku i towarzyszyła nam w przypadku potrzeby. Osoba, która cierpi na Paruresis powinna powoli przełamywać się i stawiać sobie coraz wyżej poprzeczkę poprzez próby załatwiania się w obecności tamtej osoby, „upubliczniania” swojego rytuału.

Aha, zanim w ogóle weźmiemy się za walkę z Paruresis, to chociaż upewnijmy się co do tej choroby albo odwiedźmy urologa. Niekoniecznie musi problem tkwić w psychice.

Zobaczę z wiekiem jak u mnie rozwinie się tak przypadłość. Nie planuję żadnej terapii, jak wspomniałem na początku – mój problem nie jest w aż tak dużej skali, bym sobie nie mógł z tym radzić po swojemu, zechciałem to opisać, mam nadzieję, że dałem do myślenia ;-).

Podsumowanie dla „zdrowych”

Pogrubiłem wyżej, ale powtórzmy teraz wiadomości:

  • Nie przeszkadzamy innym w siusianiu
  • Nie poganiamy innych
  • Nie czekamy natarczywie na znajomych w kiblu – oddalamy się i dajemy im czas. Każdy potrzebuje swojej prywatności.
  • Nie spędzamy życia w kiblach publicznych tylko po to by tam być i wąchać zapachy
  • Jeśli już kampimy za drzwiami komuś i nie ma możliwości ulotnienia się – pozagłuszajmy nieco słuchaczy toaletowych, pogadajmy z innymi w kolejce, może komuś pomożemy za drzwiami :-)
  • A jeśli już jesteśmy sami z kimś we wspólnej ciszy… pogadajmy o tym, może w kabinie obok jest ktoś taki jak Ty :-). Wystarczy, że ktoś odpowie „chujowo” na pytanie „jak leci?”.
  • Nie patrzymy się na penisy i pamiętamy o odpowiedniej zasadzie sikania przy pisuarach, logikę obrazuje obrazek poniżej ;-)

Zewnętrzne źródła

Polska Wikipedia świeci pustką, na szczęście z niej dowiedziałem się o nazwie tej fobii. Jest też polska strona założona przez pewnego trzydziestolatka, która gromadzi w sobie wszelkie informacje o tej przypadłości jak i sposoby leczenia, jest również polskie forum tematyczne Paruresis, na którym przekroczono już tysiąc wiadomości.

Posłużyłem się jeszcze tym tematem na pewnym forum, z którego poszły wszystkie cytaty wyżej. Jeden z tamtejszych posterów stoi za sprawą forum podlinkowanego w akapicie wyżej.

Dopisek z kilka godzin po publikacji: Artykuł ten wylądował na głównej stronie wykop.pl.

Co teraz o mnie myślisz?

Zastanawiam się ilu znajomych mam z podobną przypadłością, zastanawiam się ile ludzi teraz będzie na mnie inaczej patrzeć, na ilu kompletnie ten post nie wpłynie albo ile osób zechce mnie w przyszłości wyśmiać czy obgadywać: „to ten, co się nie potrafi wysikać”. Czekam hejterzy, nie ruszacie mnie, nasikam wam na twarze… obiecuję.

Jeśli ktoś już usilnie zechce mi przeszkadzać w sikaniu to proszę łaskawie o poinformowanie mnie o tym ;-) – mam pewność, że jesteś osobą świadomą mojego problemu i jeśli już coś myślisz, to na pewno nic głupio-nieświadomego. Ja potraktuję Twoją przeszkodę, jako wyzwanie i kapkę walki z przeciwnością ;-).

Humorystycznie odnośnie Paruresis

Tak.. skorzystać z szaletu miejskiego w Polsce, to istna katastrofa. – G

Pozdro.

Artykuł ten wylądował również na stronie głównej serwisu wykop.pl.

Tagi: , , , , , ,

Komentarze 48 komentarzy

Szacun za odwagę.

Mam podobnie, chociaż może nie aż w takim stopniu. Oczywiście omijam pisuary jak diabeł święconą wodę, ale kiedy nie ma już innej opcji a nie mogę czekać jak kołek przed kabiną, to da się to załatwić przy pisuarze (opornie ale idzie ;D ).
Odczuwam może nie tyle nie możność co spory dyskomfort w takiej sytuacji.

Co ciekawe w domu / pracy nie mam takiego problemu – tylko w miejscach publicznych.

Nawet nie wiedziałem, że istnieje nazwa dla tego. Ile to razy musiałem wrócić się do toalety kilka minut później bo nie mogłem się załatwić przez obecność innych osób…

Skorzystałbyś z takiej opcji? ;]
http://betoalin.files.wordpress.com/2011/06/public_urinal.jpg

A teraz na serio; czytałem gdzieś, że Japończycy rozwiązują ten problem montując w publicznych toaletach takie coś, co po wciśnięciu guzika gra melodię zagłuszającą odgłosy wydobywające się z kabiny na zewnątrz.

Nie da rady. Najwyżej w nocnej porze kiedy wszyscy śpią ;)

Japończycy to ogólnie super patenty mają. Kible samoczyszczące itd itd.

Witam, wreszcie napotkałem tekst o przypadłości, która poniekąd i mnie dotknęła.

Pamiętam mniej więcej kiedy pojawił się pierwszy raz problem: popijałem sobie piwko z kolegą w pubie, zaczynaliśmy drugie więc postanowiłem opróżnić pęcherz. Toaleta była ekstremalnie mała, był tam raptem jeden pisuar i umywalka. Stanąłem przed pisuarem, już miałem zaczynać sikać i nagle ktoś wszedł. Ustawił się może niecały metr za mną i nastąpiła totalna blokada. Nie potrafiłem uronić ani kropli. W końcu wyszedłem pokonany – na szczęście za jakiś czas moje drugie podejście okazało się szczęśliwe, jednak jakiś ślad w psychice został.

Nie jest to na pewno problem, który niszczył by mi życie. Problem w moim przypadku występuje, gdy mam oddać mocz w bliskim towarzystwie innych osób: przy pisuarach czy gdzieś „w krzakach”, np. podczas postoju w podróży.

Może to idiotyczne, ale mi pomaga dobranie odpowiedniej miny ;-), głównie takiej która kojarzy mi się z ulgą, lekkie przymknięcie oczu i gotowe – nie od razu, ale jakoś idzie. Polecam przygotować sobie jakiś gest, minę, myśl – który będziecie praktykować w domu, kiedy możecie w spokoju oddać mocz. A następnie w sytuacji stresującej taki element wystarczy odtworzyć – w moim przypadku działa i serdecznie polecam :-). I co najważniejsze, trzeba się wyluzować!

Witam, jako pierwsze powiem że znalazłem się tutaj przez twój komentarz(zachęcający do odwiedzenia blogu) na popkillerze pod recenzją KLS Racy. Bardzo rzadko odwiedzam jakiekolwiek blogi ponieważ kojarzą mi się z portalem typu pinger (który jest codziennie infiltrowany przez moją dziewczynę i siostrę), w którym dziołchy robią sobie foteczki przed lustrem co to sobie ciekawego kupiły w reservedzie albo second hendzie. Jak dla mnie bezsens, ale nvm. Wbiłem ponieważ myślałem że to jakiś blog o hh bo sobie czytałem akurat różne recenzje i arty a tu najnowszy wpis o tym co mi dolega od… hmm myślę że od ponad roku. Kiedy zobaczyłem napis paruresis od razu wiedziałem o czym dany tekst będzie, bowiem zagłębiłem się kiedyś w ten temat jak szukałem u wujka googla co do ch*ja mi dolega. Przeczytałem wpis i ziomek szacunek za odwagę (bo z tego co wyczytałem Twoi znajomi z rl to czytają), naprawdę, szacuneczek bo ja bym nie miał odwagi podzielić się z tym znajomymi. Powiem, że mój problem też nie jest jakoś zaawansowany aczkolwiek swego czasu uciążliwy, zaczął się w technikum kiedy w przerwach łaziło się do kibla wylać razem z kumplami(jak to na przerwach przepustowość ludzi w kiblu całkiem spora). Dobra, wjazd do kibla ściągam gacie i zaczyna się moment w którym trzeba opróżnić odzywający się już pęcherz, koledzy w kabinach obok (na szczęście w szkolnym kiblu pisuarów nie było) słyszę już że wszyscy leją a ja nawet jeszcze nie zacząłem i psychiczna blokada… kilka kropel poleciało i ciul koledzy już skończyli a ja dopiero zaczynałem słabym strumieniem lać. Najgorsze jest, że czekali na wszystkich przed kiblem co było bardziej stresujące „co oni pomyślą o mnie” jako ostatni po długim czasie wychodzę i docinka – „co tak długo?” – „kiedyś Cię znajdę… znajdę Cię…”. Czasami to wogóle nie lałem tylko postałem i chowałem sprzęt i spłukiwałem wodę, żeby nie było. No qrwa potem jazdy psychiczne miałem, starałem się odrywać od reszty jakoś po dzwonku chodziłem lać aby być samym w kiblu(kosztem lekkiego spóźnienia na lekcje), odkręcałem zawór żeby nie było słychać czy już leje czy jeszcze nie. Po prostu no ochujałem. A w domu już normalnie się lało z błogim wyrazem na mordzie. Na szczęście już szkołę skończyłem ale problem się nie skończył bo to nie było jedyne miejsce publiczne do którego się chodzi jak wiadomo, przez co często długo niezdrowo trzymam mocz i modlę się o pusty kibel w jakichś hipermarketach itp. Dobra kończę już bo chyba na maturze tyle nawet nie napisałem… A więc jeszcze raz szacun i powodzenia w walce z tym jakże chujowym schorzeniem :-) Pozdro, idę pooglądać inne wpisy może znajdę jeszcze coś ciekawego dla mnie :)

Wow, świetnie, że zostałeś po tematyce muzycznej tu ;)

Owszem, sporo znajomych tutaj mam, większość fanpage’u to głównie oni. To co w rzeczywistości tutaj opisałem to niewiele co miało się znaleźć w pierwotnej wersji, bo ta wycięta część dopiero dokopywała mojemu ego ;). Mimo wszystko nie sądzę, aby cokolwiek to zmieniło w moim życiu, przynajmniej bardziej się otworzę o mówieniu o tym, skoro już napisałem…

Zdziwiłem sam się też ilu znajomych mam z podobnymi słabościami, po wykopie i komentarzach zaczynam powoli myśleć, że to dość powszechne zjawisko, nie sądziłem, że aż tak, przynajmniej w tej wersji ‚light’.

Co do historii jaką zarzuciłeś to również niejedną taką mógłbym u siebie znaleźć na koncie… no ale po co o tym myśleć, taki urok każdej osoby, żyje się dalej, sika się samemu ;). Hipermarkety to jest największa chyba tragedia.

Dzięki wielkie, mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej ;)
Pozdrawiam.

Bardzo możliwe że to dość powszechne zjawisko ale wiadomo, że nie jest ten temat przez wielu poruszany ponieważ jest dosyć „ciężki” :)
Oczywiście, mimo mojego długiego (jak na mnie) posta, mógłbym opisać tych sytuacji o wiele wiele więcej no ale właśnie- jak napisałeś, po co o tym myśleć :)
Tak więc, niech MOCz będzie z Tobą ;-)

Tez tak mam, najgorzej jak Cie policja wezmie na badania moczu, wtedy to oni mają przeje#%@#%$ nie ty :)

Też mam paruresis. Gdy ktoś jest w ubikacji to za h**a się nie odleję. Pomaga alkohol ale dopiero od min 3-4 piw, czyli muszę już być lekko wstawiony wtedy problem znika. No ale przeciez nie będe chodził do pracy/szkoły gdziekolwiek pijany. Na takie sytuacje pomaga clonazepam, dizepam, gbl, ghb w rozsądnych dawkach. Nic po mnie nie widać a moge się odlać. Oczywiście ktoś powie „gadanie ćpuna”, nie nie jestem ćpunem nie jestem uzależniony od tych środków po prostu jak wiem że będe długi czas przebywał w obecności ludzi i nie będzie gdzie się spokojnie odlać, robię sobie w domu 2 drinki z gbl (najłatwiej dostać) w takich butelkach po kubusiu (kubuś + 2ml gbl). Wypijam szybko gdy czuję że pęcherz jest pełny i po 10 minutach już bez porobemu leci (działa 2h). Oczywiście nie zachęcam nikogo do brania narkotyków, pisze tylko co mi pomogło

Moje sposoby na osiągnięcie sukcesu:
– wyciągnięcie komórki, sprawdzenie godziny, czytanie starych smsów
– jeżeli przede mną są jakieś środki chemiczne itp. (jak to w łazienkach) to staram się przeczytać te małe literki na opakowaniach
– oddawanie moczu z głową odwróconą do tyłu (widzę wtedy, że nikogo za mną nie ma)

do pisuarów nawet się nie zbliżam :P Wiem, że wiele osób kojarzy takie zachowania jako kompleks małego fiuta….. u mnie to nie ma żadnego związku, bo jeżeli chodzi o wielkość mojego sprzętu to jestem naprawdę zadowolony ;)

Hah mam to samo :) Fajnie znalezc ludzi ktorzy na to samo cierpia :/

Równie fajnie mieć na świadomości, że całkiem sporo znajomych to też dotyka… ;)

Share kumpla na fb, święte słowa: „Temat o którym zbytnio się nie mówi”.

Pomaga wzięcie głębokiego oddechu i wizualizowanie wodospadu, polecam wypróbować.

Może po prostu masz małego penisa?

Pudło.

Przyznaj się że masz małego pindolka i wstydzisz się że ktoś go zobaczy :). Ja ze swoimi 3 cm też miałem ten problem, ale się przełamałem.

Aby ci ulżyć zbanowałem cię.

Chciałem jeszcze cię wyzwać od pedałów, bo widzę, że dla ciebie wzwód jest ważny w toaletach męskich, ale się powstrzymam.. Łups, już to zrobiłem.

Mam taki sam problem jak w przykładzie pierwszym, nigdy nie myślałem ze to jest jakaś fobia a tu proszę. Mi pomaga głęboki oddech i patrzenie sie w sufit lub czasem niebo :D

Po co się męczyć z problemem? Polecam wybrać się do specjalisty, najlepiej psychiatry. Dlaczego akurat psychiatry? Psychiatra napewno i tak skieruje was na psychoterapie ale oprócz tego może przepisać leki antydepresyjne ew. przeciwpsychotyczne które są bardzo pomocne w takich sytuacjach. Można też się wybrać od razu do psychologa ale wtedy terapia będzie o wiele dłuższa i nie wiadomo jak ze skutecznością. Ja ze zwoją fobią właśnie walczyłem u psychiatry+psychologa. Dla osób obawiających się psychotropów mogę powiedzieć tyle że stosowane obecnie farmaceutyki to nie to co kiedyś, są bezpieczne i nie mają jakichś większych efektów ubocznych, oczywiście przy dawkach stosowanych w fobiach.

Ja na przykład jestem przeciwny szprycowania się farmakologią. Nie ma pewności na ile są przydatne tabletki i czy jednak nie wywołają jakichś niepożądanych efektów ubocznych.

Skoro to siedzi w psychice, to z psychiką powinno się walczyć samemu w środku, czy z pomocą kogoś.

Oczywiście że lepiej się nie szprycować aczkolwiek zazwyczaj takim stanom lękowym towarzyszy również depresja dlatego środki przeciwdepresyjne są pomocne. Nie będę się rozpisywał na temat leków ale nowoczesne antydepresanty z grupy SSRI (selektywne inhibitory wychwytu zwrotnego serotoniny) są bezpieczne szczególnie że w przypadkach zaburzeń lękowych podaje się je w bardzo małych dawkach. Bo fobie to nic innego jak zaburzenia lękowe. I nie ważne jaka to fobia, czy to lęk przed pająkami czy czym innym leczenie jest takie samo. Jeżeli ktoś cierpi na jakiś lęk to warto go leczyć w taki czy inny sposób ale tylko pod warunkiem że ten lęk przeszkadza w życiu codziennym bo jeżeli nie to w ogóle nie warto się tym przejmować.

Jeszcze jedno chciałem dodać, można też spróbować samemu się wyleczyć na zasadzie zmierzenia się ze swoim lękiem. To znaczy poprosić kogoś bliskiego aby towarzyszył wam podczas oddawania moczu i zmusić się do tego, kilka takich zabiegów może wyleczyć lęk a przynajmniej go ograniczyć. Ale tak jak pisałem w poprzednim poście najlepiej udać się do specjalisty.

Przecież wspomniałem o tym w nagłówku „Terapia”.

Aj, karny jeżyk za nie czytanie do końca ;)

po przeczytaniu tego doszlam do wniosku że też na to cierpię ale tylko trochę, generalnie unikam sikania w lazience np szkolnej jak ktoś tam jest to samo z marketami a dlaczego hmm w sumie nie wiem ?

mam pomysl
zrobic zawody z tym kto 1wszy sie z parnassusow wysika :D
hahaha to bylaby jazda
niczym mecz grecja -niemcy monty pythona :D

Gdyby wszyscy parnasusy zebrali się w jednym miejscu i wszyscy by mieli świadomość że ten drugi też ma ten problem to prawdopodobnie problemu by nie było :)

Odkąd byłam nastolatką borykałam się z tym problemem – nie mogłam się wysikać nawet przy własnej matce. Czasami pęcherz bolał mnie niemiłosiernie, aż mnie skręcało, ale kiedy nie miałam tej intymności, o której piszesz i tak nic nie poleciało. Potem zaczęłam dojrzewać i problemem stało się to, że nie byłam wstanie sikać w mieszkaniu mojego chłopaka… wieeelkie utrudnienie zwiewać tak z czyjejś chaty, by iść do swojej na siku… cóż… może mnie to uratowało przed niecnymi czynami:D
W każdym razie w pewnym momencie zauważyłam, że problem znika, gdy jestem lekko wstawiona. Potem postanowiłam, kiedy byłam kulturalnie trzeźwa, by przełożyć pamięć o tym jak się sika po pijaku i… jakoś zaczynałam sie oswajać.
Na końcu pomógł mi mój mąż, wówczas tylko chłopak, któremu po prostu powiedziałam, że dla mnei to wstyd, gdy słyszy jak siusiam. Wpierw umówiliśmy się, że będę puszczać wodę, a potem zaczęliśmy z tego żartować, a nawet rozmawiać, gdy byłam na ubikacji. I pomogło.
Nie w stuprocentach, bo nadal jestem obrzydliwie zdenerwowana, gdy w jakiejś łazience nie ma zamka… ale jest lepiej.
Zatem głowa do góry Chłopaki!
(PS Trafiłam tu, bo mój mąż przeczytał Twój post i stwierdził: „Mała, to o tobie, wiedziałaś, że twoje problemy mają nazwę?”, „Nie”)

Tak jak pisałem w poprzednim poście najlepiej sikać w towarzystwie bliskich to fobia minie. Co do alkoholu to nie polecam go jako rozluźniacza bo wiadomo jak to się może skończyć.

I wyszło jakbym była alkoholikiem:D Oczywiście nie uważam, że to jedyna droga terapii i ścieżka, którą należy podążać – bardziej miałam na myśli to, że kiedy już nie ma kogoś blikiego obok trzeba sobie przypomnieć sytuacje, gdy wszystko szło gładko… Nasze ciało przechowuje w sobie pamięć zdarzeń, które minęły, więc, koncenturjąc się należy ją przywołać…

Oooops nie to miałem na myśli jeżeli uraziłem to przepraszam. Chodziło mi o to że osoby z problemami często szukają ratunku w alkoholu i może się to źle skończyć, ja byłem na dobrej drodze ale naszczęście trafiłem do dobrego psychiatry i psychologa i w 3 miesiące pozbyłem się problemu.

Przypomina mi się technika, którą często używam w związku z moją nieśmiałością.
Powtarzam sobie w myślach teksty w stylu „Mój lęk jest kompletnie irracjonalny. Ta sytuacja nie jest dla mnie żadnym zagrożeniem. Moje emocje są przesadzone a reakcja mózgu nieprawidłowa”. Bardzo mi to pomaga w sytuacjach społecznych.

Można by to trochę przekształcić i stosować na waszą fobię np. „Napięcie, które odczuwam jest irracjonalne. Nic mi nie grozi, jestem w pełni bezpieczny. Mój mózg reaguje nieprawidłowo, moje ciało zupełnie niepotrzebnie się napina i stresuje.”

O tej technice słyszałam jakiś czas temu i ponoć przynosi ona bardzo dobre skutki (efekty widoczne na skanach mózgu!). Trzeba ją tylko regularnie stosować i z czasem stres staje się coraz mniejszy.

Szczerze współczuję osobom, które na to cierpią.
Ja szczerze nienawidzę gdy chce mi się zrobić coś cięższego, a na przykład jestem akurat w zatłoczonym pubie czy na dyskotece.
Rzadko mi się to zdarza, ale zazwyczaj dopiero tam kwitnie życie towarzyskie w toaletach. Pół biedy jeśli toaleta jest duża, czysta i (co ważne!) drzwi się zamykają. O papierze nie wspomnę. Gorzej jak na lokal na ponad pięćset osób są dwa pisuary i jedna, ledwo domykająca się kabina. Masakra…
Ale ja z naturą nie wygram i jak mus to mus.

Ciekawi mnie reakcja osoby chorej na np. sześciopak piwa. Tzn. w pewnym momencie przecież musi iść się uwolnić od balastu. Czy to nie wpływa negatywnie na zdrowie…?

Puszczam wodę w zlewie i wtedy łątwiej :)

polecam sposob z puszczeniem muzy z np komorki-mozna miec niby sluchawki na uszach,zdjac przed wejsciem tak by wisialy na szyi,odkrecic glos na max tak by bylo niezle slychac.Ajesli jest to np nagranie szumu morza lub strumienia to dodatkowa korzysc

Też tak mam :( I nie sądziłem nawet, że to może dotykać większej ilości osób. Mnie najbardziej pomaga szum wody – staram się w niego wsłuchiwać. Jak nie ma – to trochę jak małemu dziecku – nucę sobie podobny dźwięk. A w domu zero problemów.

Nie spodziewałem się, że jeszcze to ktoś ma poza mną.
Co ciekawe jak jest impreza i wypiję trochę wiećej tj. parę piwek np. ów problem nie występuje. Idę do pisuaru robię swoje i strzała.

Mam to samo odkad pamietam. Nigdy nie moglem sie zalatwic u znajomych, w publicznych miejscach, pracy lub gdy ktos byl blisko lazienki nawet w domu. Ostatnio udalo mi sie wysikac… w toalecie samolotu! I od tamtej pory udaje mi sie to robic w publicznych toaletach (tylko kabinach i tylko gdy ludzi halasuja w okol, nie panuje kompletna cisza, ale to juz sukces).

Mam taki swoj patent:
Jesli juz stoimy w swojej kabinie, rozejrzyjmy sie dookola, upewnijmy sie ze nie ma „kamer” (tak sobie to wmawiam), a potem gdy juz stoimy / siedzimy na sedesie skupiamy sie kompletnie na… zegarku. Najlepiej ze wskazowkami, patrzymy jak wskazowka sekundnika sobie pyka i z kazda sekunda w myslach lub cichutko sobie „cykamy”. Dodatkowo zaraz po wejsciu do kabiny ustalmy sobie „czas” do ktorego mozemy byc w tej kabinie „bez podejrzen ze strony innych”. Np. Jesli wchodzimy do kabiny i jest 12:00, dajmy sobie czas do 12:06 zeby zrobic swoje i obserwujmy sekundnik, cicho lub w myslach cykajac z kazda sekunda, nie spuszczajac wzroku z zegarka, kompletne skupienie na tych sekundach i „dead line” 12:06. Zrobilem tak juz kilka razy, a ostatnio udaje mi sie czasem nawet bez zegarka! Dalej mam problem, wciaz nie zawsze udaje mi sie wysikac, ale zrobilem krok milowy od tego co bylo na poczatku. Ponadto gdy juz raz uda nam sie gdzies wysikac np. w jakiejs restauracji, to gdy nastepnym razem tam bedziemy, w tej samej toalecie jest juz o wiele prosciej. Zycze wszystkim dotknietym powodzenia, ja sobie pomalu radze i robie postepy uzywajac w/w metod : )

Szok! Nie wiedziałem, że ta przypadłość ma swoją nazwę. Od kiedy pamiętam mam niewielkie problemy z oddawaniem moczu. Z czasem jednak udało mi się na tyle zmniejszyć tę przypadłość, że tylko w ekstremalnych warunkach wychodzę z ubikacji bez oddania potrzeby. Zanim jednak udało się zmniejszyć próbowałem różnych sztuczek takich jak zatykanie uszu (ja nie słyszę to inni też nie słyszą – raczej do wykonania tylko w kabinie), patrzenie w jeden punkt lub zamknięcie oczu (tak aby nie zobaczyć innych osób lub ruchów jakie wykonują – przy pisuarze) lub próba wyłączenia całkowitego myślenia i skupienia się tylko i wyłącznie na oddaniu potrzeby (im więcej myślimy o tym, że nie możemy bo coś nas rozprasza to tym bardziej tak się dzieje). Dobrym posunięciem jest też zwrócenie komuś uwagi, że stoi zbyt blisko co powoduje brak możliwości oddania potrzeby. W ten sposób mamy usprawiedliwienie na zbyt długie stanie przy pisuarze – choć po takiej wymianie zdań może nam się już w ogóle nie udać. Każdy powinien wypracować własny mechanizm, który mu pomoże. Powodzenia!

Ja mam do dzisiaj problem.Sikam tak,aby nie było słychać po krawędzi,ew. nawrzucam do toalety papieru sporo przed.Jestem dorosła, mieszkam z rodzicami..tzn, ja na górze ze swoją rodziną, rodzice na dole.W nocy idąc siku nie spłuczę wody,aby na dole nie słyszeli.
Choć pamiętam jak byłam dzieckiem wstydziłam się iść w nocy do wc we własnym domu.Sama spałam w pokoju, nasikałam na dywan np,albo w jakieś naczynie typu kryształ.To był horror dla mnie jak zachciało się w nocy.
Wydaje mnie się,że to problem związany z rodzicami, zaczeło się przecież w domu.
To samo było jak zaczęłam miesiączkować, nie powiedziałm matce,że dostałam okres.Jeśli nie powiedziałam to nie kupowała podpasek dla mnie.Więc kradłam jej podpaski, a jak ich nie było to potrafiłam szmaty robić jakieś,kartki papieru… wyrzucałam bieliznę zabrudzoną do śmieci.
Zawsze czułam wstyd jakiś w domu.Nigdy matka nie widziała mnie nago, jak inne matki córki.Jak zaczęłam dojrzewać i zaczęły piersi mi rosnąć to ściskałam jakimiś halkami, nosiłam luźne koszule.Nie rozmawiałam z matką o staniku.Zaczęłam nosić dopiero stanik po porodzie,mając 25 lat.Wstyd towarzyszy mi odkąd pamiętam, różny.Wstydziłam się być w czymś dobra np. w szkole.Książki czytałam po kryjomu,żeby matka nie widziała.Najlepiej to bym nic nie robiła, sprzatała itp,aby rodzice nie myśleli,że potrafię coś.
W wieku 10 lat zaczęłam wyrywać włosy, zjadałam cebulki, mam to do dzisiaj,łysy czubek głowy… zakrywam resztką włosów(dobrze,że mam długie).
Moja historia jest długa, trwa do tej pory,dzisiątki innych problemów..Ale rozpisałam się, a temat jest o Paruresis.

[…] HD2Dzwonił Ci 519900132?Jeb się! – O urokach bycia freelanceremKlasyczny pasjans z Windows XPParuresis – blokada sikania w otoczeniu ludziPodróż przez świat TransformiceRealia pożyczek internetowychTwoja pierwsza aplikacja okienkowa w […]

Ja ostatnio pobiłem rekord w trzymaniu moczu (piątek 16 00 do sobota 14 00 – tyle trwała podróż autokarem za granicę). Nie da się ukryć jest to paskudny problem. Raz miałem taką blokadę – wypiłem 5 piw i tak bardzo chciało mi się sikać (a nie mogłem bo impreza była zamknięta) i zemdlałem… Trzymam za wszystkich kciuki że uda nam się pokonać tą przejściową trudność. Dziękuję autorowi tego artykuły ponieważ tu dopiero dowiedziałem się jak nazywa się moja choroba i wiem że nie jestem sam.
Pozdrawiam

[…] Paruresis – blokada sikania w otoczeniu ludzi […]

[…] Paruresis – blokada sikania w otoczeniu ludzi […]

Znam ten problem już od wielu lat, w zasadzie odkąd skończyłam 12 lat. Najgorsze sąd długie wyjazdy w autokarze. Mój rekord to 26 godzin bez toalety, chyba nikomu nie muszę tłumaczyć jaki to koszmar. W ekstremalnych sytuacjach pomaga prysznic na stacji benzynowej, dlatego po parunastu godzinach „bez” zaczynam go szukać jak oszalała. Mam już dość tej fobii, męczy mnie i bardzo utrudnia życie. Główny problem podczas każdego wyjazdu to to czy się wysikam.

Sposoby, o których tu piszecie, nucenie sobie, czytanie sms, pusta toaleta, czasem pomagają, ale to już gdy ekstremalnie nie mogę wytrzymać. Wg mnie to też ma związek z wielogodzinnym siedzeniem w autokarze, wtedy mam wrażenie, że te mięsnie jakoś bardziej się zaciskają.

Jeśli ktoś wie o zajęciach terapeutycznych w zwiazku z tym problemem napiszcie proszę.

to jest okropne mogłabym zapłacić zeby tylko tego nie miec gdy jestem w szkole mam taka nadzieje zeby akurat nikt nie wszedł do toalety bo sie nie wysikam ostatnio miałam takie zdarzenie ze widziałam ze nie ma nikogo usiadłam i chce sie wysikać ale nie moge chociaż wiem ze nie ma nikogo otworzyłam drzwi jak siedziałam chociaż wiedziałam ze nikogo nie ma ale i tak otworzyłam siedząc na muszli zerknęłam zamknęłam sie i na luzie wysikalam sie uff w domu pomaga mi strumien wody w domu jeszcze moge sobie nucić czy coś ale jak niektórzy tu piszą nic sobie ale jak mam nucić w toalecie publicznej co wtedy robic maskara czasem skupiam sie patrząc jak tez widziałam w wcześniejszych komentarzach patrząc na stare Smsy albo dawać papier zeby nie było słychać jeszcze tylko napisze co jest najgorsze jaki milam przypadek to idę do kina z koleżanka i jak to w kinie pije sie duzo koli czy wody i je sie popcorn no i ide potem z kolezanka i patrzę a w łazience pełno kabin zajętych i w koncu wolna kabina napchałam do kibla papieru i nic wgl nie mogłam sie załatwić a tak mi sie chciało to było okropne !! Chce sie nauczyć to przezwyciężyć rożnymi metodami jak było z ta terapia z druga osoba sprobuje to zrobic nie chce miec personelu w przyszłości ze ide gdzies w gości immusze do toalety albo np śpię na noc u koleżanki a ona ma toaletę gdzie wszyscy z rana sie chrzataja po domu co wtedy zrobic musze sie tego nauczyć i to przezwyciężyć

Jak dobrze wiedzieć, ze nie jestem sama. To okropne uczucie :/ jeszcze jak wiem, ze kilka osob stoi za mna w kolejce, nie ma szans. Nie wiem skad się to wzięło, kiedys nie mialam tego problemu:/ czy ktoś wie jak sobie z tym radzic?

Skomentuj