O wyborze specjalizacji według nieznanego studenta…

Pierdol fajnie brzmiące nazwy specjalizacji, wybierz to w czym jesteś dobry żebyś to szybko i łatwo zdał, a jak czegoś chcesz się naprawdę nauczyć to wykorzystaj czas który Ci zostanie

Podobno zasłyszane od kogoś, kto kończy uczelnię… via forum studenckie.

Odkrycie dnia: Katolicki Uniwersytet Lubelski

0

Podobno dziś rano chwilę fejmu miał filmik Jestem Ubogiem, za nim trafiłem do autorów-studentów na stronę KUL… Katolicki Uniwersytet… już się zbiera na śmiech po samej nazwie… Na jednym z filmików grupy zobaczyłem księżulka prowadzącego wykład, sala niczym kościół… w głowie myśli „stracone owieczki”.

Zacząłem się zastanawiać, czego takiego mogą uczyć na tej uczelni… więc odnalazłem plan.

Studiuję na 3 semestrze… a nie… czekaj

0

W takie dni jak ten politechnika śląska łamie mi żebra skacząc na mnie z ławki na koniu na stadionie hokejowym o wschodzie słońca nad Bałtykiem na platformie wiertniczej we Wrocławiu.

Zaliczyłem semestr drugi i skaczę już i bouncuje swoją dupą na trzecim chodząc na zajęcia, mierząc wszystkie nowe studentki na kampusie… wszystko fajnie, nie?

Męczyłem się pod koniec z kilkoma przedmiotami i wrednym prowadzącym, jeden zachorował przy okazji przy ocenianiu projektów semestralnych, jeden przedmiot po prostu wałkowałem do końca sesji, ale wszystko skończyłem jak należy i na czysto.

Niby wszystko poszło sprawnie, wszystko zaliczone, wpisy do EKOSu (elektroniczny katalog ocen studenckich) wprowadzono ostatnimi dniami. Każdy już przymknie oko, że przedostatniego dnia sesji prowadzącemu „nie chce się przyjeżdżać dla dwóch osób”, więc ocenienie sprawozdania zostawiamy na pierwsze dni października. „Do siódmego jest czas wpisać oceny”.

I tu się rodzi problem…

Rozczarowanie (studia są chujowe)

8

Tak, to Dakann

Wszystko fajnie i pięknie. Idzie matura, kończysz w końcu swoją @#$%@ szkołę z myślą o tym, że w końcu pójdziesz na studia (albo do pracy) i nie będą już tam od Ciebie wymagali tego, czego nie lubisz, a będziesz uczył się większości tego co Ci się przyda i czym pewnie się interesujesz (no chyba, że nie dostałeś się, albo jednak idziesz do pracy…).

28 września 2011: Post pisany przez ponad pół roku, rozpocząłem 24 stycznia 2011 – stąd wiele ram czasowych „problemy w zdaniu; chodzę na drugi semestr; pracuję..”. Ciężki kawałek chleba z ostatniego roku widziany moimi oczami.

Dodatkowo 7 października 2012 dopisałem kilka rzeczy ;). Do sedna:

Przypuśćmy, że dostałem się na wymarzone studia. Zainteresowaniami informatyka od dekady, więc trudno, abym teraz miał studiować biologię. O ile kolejnej wiedzy wsiąknie mi do głowy, ile ciekawych rzeczy dzięki nauce zdołam stworzyć i jak znacznie więcej osiągnę w końcu coś robić, a nie leniąc się. Poznam masę ciekawych ludzi, którzy będą w pewnym stopniu lepsi, w pewnym gorsi ode mnie. Może stworzę z nimi coś na skalę światową…? Wszystko kręcić się będzie wokół ulubionej informatyki. Teraz już jestem na studiach.

Brzdęk. Rzeczywistość jest znacznie gorsza, niż sobie ją wyobrażałem.

Wiedza ze średniaka

0

Mam to wszystko w zeszytach. Leżą na dywanie obok szafy i służą mi tylko za brudnopisy. Bo przecież po co mi wiedza z biologii albo geografii. Może co najwyżej wystarczy mi znajomość regionu jakby trzeba było gdzieś autem zajechać.

Wykształcenie średnie, jak większość polski. Zdobyte w ciągu 15 lat leniwienia się i kombinowania. Już nawet nie pamiętam co w gimnazjum było. Fizyka? Pewnie i gimnazjalista nie jeden więcej ode mnie wie. Lenienie się. Optymalizacja swojego życia, aby się nie przepracować, bo przecież po co było się uczyć do matury rozszerzonej z matematyki jak i tak mnie przyjmą.

Przyjęli. Na skanerze obok kartka z wzorami na obliczanie pochodnych. W sumie każdy wykładowca wszystko obliczyłby z pochodnej albo całki. Ja dalej nie widzę sensu opanowania tej umiejętności i tak oto znowu optymalizuje. Mimo wszystko nauczę się tego, bo jednak powinno być przydatne w przyszłości. W pracy?