O wkurzających antywirusach

2

On wie najlepiej, co zrobić

Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu… czy jakoś tak. Nieważne, dzisiaj na pierwszym miejscu w denerwowaniu mojej osoby pojawił się kolejny antywirus. O co dokładniej chodzi? Wiadomo, że jestem polakiem i czasem jednak muszę coś spiracić albo użyć jakiegoś ‚niebezpiecznego’ narzędzia w systemie – cóż, taka jest moja codzienność.

Nie jestem typowym użytkownikiem komputera, który ogranicza się do onetu i sprawdzenia poczty tam, poklikania ze znajomymi na gg, no ale niestety, ochronę również jakąś potrzebuję. Co prawda kiedyś dwa lata siedziałem bez antywirusa i jakoś nie było problemów z zagrożeniami jak i nikogo nie atakowałem nieświadomie sobą – najważniejsza jest świadomość użytkownika. No, ale dzisiaj sobie już nie mogę pozwalać na ryzyko.

Jakiś taki durny trend przyszedł w ciągu ostatnich dwóch lat wraz z producentami programów ochronnych, że użytkownik ma niewiele do gadania w sprawie swojej ochrony, a antywirus już wszystko pokasuje bez pytania, a co go to obchodzi, że wyleciało coś cennego, albo coś, co pobierałem kilka godzin ‚no bo przecież tam jakiś trojanik w tym archiwum był i ja cię uchroniłem i masz mnie ukochać’ – ta, jasne.