26/08, 22:45: Głęboka próżnia mózgowa – zanim zatoniemy w polityce i złym systemie edukacji

Jeszcze szybki wpis na koniec weekendu: Carrot na forum THG.pl podrzucił link do ciekawego artykułu „Głęboka próżnia mózgowa”, był na wykopie miesiąc temu, ale utonął w wykopalisku, aż się zaskoczyłem.

Artykuł porusza problem złego przygotowania nauk ścisłych w naszym systemie edukacji co prowadzi do głupiego rycia wiedzy przez ludzi, a nie rozumienia sensu i działania otaczającej przyrody (sam jestem tego dobitnym przykładem, że należę już do takiego pokolenia). To zaś ciągnie za sobą kolejne konsekwencje – kiepskie myślenie logiczne, a to znowu prowadzi do akceptowania niepoprawnych tez i twierdzeń. Do tego optymalizacje i „jak tu się wycwanić, aby przeskoczyć wiedzę”, czy kreowanie ideologii o niepoprawne statystyki.

Polecam cholernie. Mało już długich rzeczy czytam przed monitorem, ale ten artykuł był tego wart, chociaż uważam, że obowiązkowa historia na maturze to kiepski pomysł ;).

Pomysł poprawki do studiów

0

Właśnie jestem w przerwie rycia na sesję, która już zaczyna się w poniedziałek (a potem hattrick – wtorek, środę, czwartek przetrwać z dwoma egzaminami / poprawkami sprawozdań i oby koniec), dla niektórych potrwa do 30 września. Nieważne.

Zdobywanie ocen i zaliczanie każdego semestru na studiach mogłoby odbywać się w inny sposób: mógłby zostać zdjęty wymóg całościowego zaliczenia poszczególnego semestru (+ warunki), aby dostać możliwość studiowania na kolejnym semestrze.

Wiedza ze średniaka

0

Mam to wszystko w zeszytach. Leżą na dywanie obok szafy i służą mi tylko za brudnopisy. Bo przecież po co mi wiedza z biologii albo geografii. Może co najwyżej wystarczy mi znajomość regionu jakby trzeba było gdzieś autem zajechać.

Wykształcenie średnie, jak większość polski. Zdobyte w ciągu 15 lat leniwienia się i kombinowania. Już nawet nie pamiętam co w gimnazjum było. Fizyka? Pewnie i gimnazjalista nie jeden więcej ode mnie wie. Lenienie się. Optymalizacja swojego życia, aby się nie przepracować, bo przecież po co było się uczyć do matury rozszerzonej z matematyki jak i tak mnie przyjmą.

Przyjęli. Na skanerze obok kartka z wzorami na obliczanie pochodnych. W sumie każdy wykładowca wszystko obliczyłby z pochodnej albo całki. Ja dalej nie widzę sensu opanowania tej umiejętności i tak oto znowu optymalizuje. Mimo wszystko nauczę się tego, bo jednak powinno być przydatne w przyszłości. W pracy?