Ja Wam mówię… Długi post o miłości

11

Kolega podesłał mi linka do artykułu-odpowiedzi na inny artykuł – obydwa związane z rozstaniami i powrotami do swoich byłych partnerów. Zanim zagłębisz się w mój post najpierw przeczytaj ten, a następnie odpowiedź do niego.

Panel miłosny: serce

No więc moi mili…

Bywają różne związki, te udane i mniej udane. Jeśli mowa o poważnych związkach, to one kończą się po latach, te mniej poważne – miesiącach. Związkiem nie nazywajmy tygodniowych zabaw, bo one związkami nie są.

I tak więc… jeśli już związek się rozleci, to wedle mojej logiki próby powrotów do byłych partnerów są kompletnie bezsensowne. Znowu słowo klucz: ROZLECI. Związek, który musiał zostać przerwany przez jakąś wyższą siłę nie nazywajmy nieudanym, rozklekoconym związkiem – te chyba warto naprawiać, chociaż…

Początki

Kiedyś uczestniczyłem w „związku na odległość” – potem się dowiesz, dlaczego fraza jest w cudzysłowie.

Byłem małym głupim zajaranym 13 latkiem. Ona dzwoniła do mnie co jakiś czas, ja zawstydzony starałem się z nią rozmawiać przez telefon stacjonarny mimo obecności rodziców. Żałosne małe dzieci, które jeszcze myślą, że związek polega na powiedzeniu sobie „Kocham Cię”, nawet przy morderczym podziale dziesiątki czy setki kilometrów.

Niby idylla – obiecujemy sobie w końcu się spotkać, kiedyś dorośniemy i będą inne możliwości, bo przecież nierozsądne jest pokonanie takich odległości przez malca. Kiedyś będziemy ze sobą na zawsze, jeszcze musimy poczekać.

Chociaż to głupie myślenie na miarę kilkunastolatka, to jednak jest wiele histerycznych ludzi dzisiaj nawet po 20-stce, którzy paranoicznie wierzą w miłość po grób, taką romantyczną, wiesz… NIEREALNĄ.

„Romantyczna miłość”

Romantyczna miłość o blasku księżyca

Romantyczna miłość nie istnieje. Jest to wytwór wyobraźni ludzi, dość książkowy, bo wszyscy znamy i rzygamy wspominanym od małego Shakespearem, ROMANTYCZNYM Romeo i Julią – przecież to symbol. Całość niczym demokracja – ta do osiągnięcia na boisku sportowym, lecz nie w milionowych krajach.

Coś na wzór romantycznej miłości może istnieć, ale przez (góra) kilka godzin… ba, nawet wiele razy. To tylko moment w naszej psychice, nic po za nim.

Pierwsze uczucie zdrady

Wracając do początków – następne miesiące przyniosły naszym kilkunastolatkom lepsze możliwości kontaktu: ona nie musiała już dzwonić, wystarczyło wymienić się numerem GG i już świat wyglądał piękniej. Później przesyłanie sobie zdjęć, jakieś proste rozmowy przez komunikator.

Wciąż jako dzieciak miałem jeszcze małe pojęcie o gadaniu z dziewczynami, raptem raczkowałem w tych kontaktach – ciężko zmusić małego pulpeta pogrążonego przez lata w swoich marzeniach i fantazjach. To jeszcze bardzo dalekie czasy, zanim zaczynam się interesować psychologią, perswazją, PUA i tym podobnym tematom „relacji międzyludzkiej”.

Zapaść psychiczna po związku

Nasze rozmowy były żałosne, nawet wstręt mam do siebie jak teraz na nie patrzę i je czytam – wiele w nich monotonii i ciągłego wyznawania sobie dziecięcych uczyć.

Pewnego dnia dowiedziałem się o innym chłopaku, nieistotne teraz jak się nazywał, ale istotnym jest to, że ona powiedziała mi o zdradzie: całowała się z nim, a młodemu 14 latkowi świat się przewrócił i pierwszy raz w życiu pod wpływem uczuć dostał gumowym pociskiem w łeb. Podobnym pociskiem, jak pół roku temu.

Niby szok, ale takie sytuacje rodzą w nas rozwagę, uczą i dają bardzo dużo doświadczenia.

Jakoś wstręt mi pozostał do tej dziewczyny do dzisiaj, mimo, że to były dziecięce lata więc do nikogo nie powinienem roszczyć żalu. Mimo wszystko chętnie bym ją zobaczył dzisiaj u siebie w łóżku nago.

(tak, wpada tutaj czasem coś poczytać)

„Związek na odległość”

Telefoniczny związek na odległość...

Związki na odległość nie istnieją, bo (jak to nazywam) działa w przynajmniej jednej osobie pierwiastek zła – po czasie zaczyna brakować czułości, dotyku drugiej osoby. Wiele partnerów zaczyna się brać za niewinne flirty, które następnie przeradzają się w winne flirty, ostatecznie zdradę. Dość spory odsetek nie potrafi powstrzymać się, zacisnąć pasa i tylko samogwałcić… przecież pomoc obcych ludzi jest taka ekscytująca!

Na koniec związek znów wraca do jednej całości przy tym ukrywając przez jedną osobę kilka oszustw („przecież nie musi wiedzieć”), albo się rozlatuje jak to zwykle pod wpływem odległości („wiesz, poznałam kogoś”).

Nikomu nie polecam związków na odległość, nawet jeśli nie grozi tutaj zdrada, to jednak odległość mocno osłabia więź między ludźmi.

„Przerwa w związku”

Człowiek przy zegarach

Kolejny mit w moim przekonaniu – działa zupełnie jak te „związki na odległość”. Kilka razy spróbowałem „odpoczynku” w związku, ani razu nie pomogło. Tzn. pomogło – odpędziłem się od dziewczyn z nieczystymi intencjami, bo zawsze w tym okresie wzmożona aktywność zainteresowania pozwalała mi dostrzec wiele ciekawych rzeczy. Związki oczywiście nie przetrwały.

„Potrzebujemy przerwy” to też świetny argument, aby ta mniej wierna część związku mogła odczepić od siebie rzep, jakim jest druga osoba. Przy tym zyskuje czas, nie ma przecież smyczy, mówienia sobie o swoich poczynaniach… w końcu chwila by żyć SWOIM życiem i robić co się chce! Przy tym popełniając masę grzechów hipokryzji…

Teoretycznie z moją byłą mieliśmy zerwać na jakiś czas, a „jak zechcemy wrócić do siebie to wrócimy”. Niedoczekanie boże. Przez pierwsze godziny byłem załamanym lalusiem, który wierzył w możliwość odbudowy, mimo, że już wyznawałem w/w zasady. Po następnych godzinach zaskoczyłem się i… odkryłem zdradę.

Przerwa w związku

Niby osoba, która „nie wyobraża sobie zdrady”, ba, niby miałem wgląd na wiele spraw, a jednak… NOTP to kiedyś wyjaśni, sztylety, syndromy i takie tam. Chociaż cierpiałem na bezsenność kolejne noce, to jednak wyszło mi to na zdrowie. Warto chociaż raz w życiu zobaczyć takie kłamstwo na żywo.

Co zabawne… ale znam kilka związków, które mimo swoich przerw trwają nadal czy nawet poszły „na wyższe szczeble”. Gratulacje, jednak ja i tak pozostanę przy swoim, zasady muszą być… lub niektórzy nie są tak dociekliwi jak ja.

Kryzysy

Nawiązując jeszcze do tych przerw wyżej – popieram pierwotny artykuł: związki mają radzić sobie wspólnie z problemami, mają wspólnie je rozwiązywać. Ucieczka w przerwy albo zasada „pozostawienia problemów czasu” nie działa. Nie ma prawa działać, będziecie za każdym razem uciekać od siebie od szklanki wylanego mleka? Bezsens…

Szacunek

Wspomniałem o związkach, które kończą żywot, ale nie rozpadają się pod wpływem jakiejś zgnilizny. O ile wspomniana moja historia sprzed dekady mogłaby się lepiej dzisiaj zakończyć, gdybym tylko miał więcej doświadczenia w tamtych latach… Szacunku nie nabrałem do dziewczyny, a wszystko dlatego to żyłem w swojej fantazji, a ona postanowiła ją w jednej chwili zburzyć. Zabolało. Dzieci najbardziej boli.

Jako młodziak nawet w tym wieku mogłem już poważniej podchodzić do niektórych spraw, a nie żyć swoimi wyidealizowanymi dziewiczymi wizjami. I tak oto moglibyśmy dziś stworzyć coś nowego albo po prostu darzyć się szacunkiem, fajną relacją.

Przyjaźń po związku?

Szacunku nie mam do kurew.

Dziwka to zawód, kurwa – cecha charakteru

Arski – Łzy skruchy

I chociaż wielu ludzi potrafi bawić się w wynalazki jak „przyjaźń po związku”… ja jakoś nie miałem szczęścia do moich byłych, odpadały przez zdradę albo kłamstwa… i jak tu szanować kogoś takiego? Niektórzy mimo zdrady nadal potrafią umówić się z taką osobą na seks. Osobiście? Chyba bym się zrzygał.

Chęć powrotu

I mimo, że od zawsze wyznaję zasadę „rozstania bez powrotów”, to jednak chciałbym z niektórymi dziewczynami z przeszłości spędzić znowu kilka fajnych chwil. W każdej można znaleźć zalety i wady, każdą znasz na swój własny sposób i każda zna Ciebie na inny sposób. Nigdy nie byłeś tym samym człowiekiem przy dwóch różnych dziewczynach.

Chęć powrotu widząc swoją ex

Moje byłe miały nawet sytuacje, że podejrzewałbym je o chęć powrotu. Włączałem zasady, spławiałem, ignorowałem… za 4 miesiące sam odzywałem się, reakcja była ta sama. Czy ktoś powinien w tym wypadku ustąpić?

To jak w końcu?

Dobra, przejdźmy w końcu do meritum: są zalety powrotów do związków, ale w moim przekonaniu przeważają wady… no niestety.

Wielu ludzi ignoruje zgniliznę, która wypływa wraz z końcem każdego związku… czy to ślepota od zalet? „Podniecała mnie swoją grą na gitarze”, „Była świetna w łóżku”, „Idealnie mi się z nią rozmawiało”… Owszem, fajne rzeczy, lecz na tu i teraz, chwilę, MOMENT.

Skoro związek się nie udał to i drugi raz nie ma prawa się udać, a jeśli nie zbiera Ci się na wymioty na myśl o zdradzie… to na co czekasz? Znieśmy życie do najprymitywniejszej formy – jedzmy, śpijmy, uprawiajmy seks. Przyjemności ponad wszystko, a moralność niech żyje na swoim uboczu.

W sumie po co się rozczulać nad tym. Bałbym się najbardziej, że taka osoba jeszcze gorzej mnie wykorzysta w przyszłości. Z resztą świetnie rokuje dziewczyna, którą ciągle wyzywam od szlaufu, a Ty biedny wpadasz w sidła jej i czasu, niczym ja niegdyś. Tak, to ukryty przekaz do Ciebie.

Będąc uległą pipą

Przy chęci powrotu może i zadziałała duma albo potrzeba „nie wyjścia na pipkę”. Masę… ale to MASĘĘĘ przypadków spotkałem w życiu, gdy jeden partner mimo wszystko próbował wracać do drugiej osoby.

Uważam to za żałosne zagranie, będąc chłopcem albo dziewczynką na posyłki, będąc tylko zabawną na chwilę, która i tak w dowolnym momencie może zostać wyrzucona. Pierwsza lepsza okazja, kolejna zdrada, kolejne kłamstwa, kolejne popełniane błędy…

Skoro raz się wydarzyło, to nie ma przeciwwskazań aby wydarzyło się znowu. Zapamiętaj to zdanie, jest bardzo prawdziwe i sprawdza się w codziennym życiu.

Niechęć przed ponownym życiem

Moment zastanowienia, czy niechęć?

Jest jeszcze jedna zalewa powrotu do ostatnich związków – możliwość budowania na wcześniej postawionych fundamentach.

Należę do typów ludzi, którzy cholernie nie lubią zaczynać czegoś od nowa – związek ma 3 lata, jest spokojny (przez co nudny*), stabilny, znamy swoje oczekiwania, akceptujemy swoje wady, czasem się kłócimy, ale potrafimy szybko to naprawić. Po co to psuć?

A jednak czasem się psuje, odpuszczę rage na płeć piękną, bo facetom też się zdarza uciekać od takiego tworu. Powrót do starego związku to zwolnienie z obowiązku ponownego poznawania się, zwolnienie z obowiązku przechodzenia tego wszystkiego od nowa – no bo ileż można tłumaczyć każdemu kolejnemu partnerowi, że nie lubimy oliwek albo że nie lubimy jak nam się przeszkadza w pracy?

Pozostają przyzwyczajenia, wiemy jak rozpalić swojego partnera, z nowym mogą być kłopoty albo kompletnie zmienią się wymagania, bo on preferuje perwersje, a tego nigdy nie doświadczyliśmy przez ostatnie lata albo przez całe życie. Można też widzieć pozytywne aspekty – wiele przeżyje się w życiu no ale na dłuższa metę… po co to?

* – Ah… ile o tym można napisać.

Kończąc nasz związek

Więc teraz ja Wam mówię… wracajcie jeśli chcecie i są ku temu sensowne powody, lecz nie oczekujcie sukcesów i nie próbujcie płakać za tym kolejny raz, albo co gorsza: kolejny raz próbować… bo to żałosne.

Goodbye my love...

Najbardziej jednak polecam trzymać się swoich rygorystycznych reguł: mimo potknięć, mimo porażek bardzo słusznym jest trzeźwość umysłu i nie latanie jak pies z wyciągniętym językiem na każde skinienie naszej przeszłości.

Liczy się tu i teraz, idź do przodu i znajdź sobie kogoś lepszego, bo skoro mnie czytasz, to zasługujesz.

Suplement

Postaram się krótko odnieść do podlinkowanych artykułów:

Z pierwotnym się praktycznie w pełni zgadzam, nie wnikam w powody sklejania związków, ani z której strony to wychodzi, bo nie praktykuję tego. Wspomniałem o moim braku szacunku do poprzednich partnerek… no i może za mało polecanego egoizmu jest w tym artykule. Tutaj moim zdaniem działa charakterystyka: wraz ze wzrostem niechęci ból po związku szybciej maleje. Takie odwrócone prawo Ohma.

Odpowiedź na artykuł to moim zdaniem zlepek zdań pokrytych małym doświadczeniem u autorki – odczuwam, jakoby nigdy nie została faktycznie porzucona i potraktowana jak śmieć. Płytkim też jest pisanie, że powrót do byłej partnerki to koszt bukietu kwiatów, a nowe osoby poznajemy wydając masę pieniędzy na kina, kolacje. Sprawa może faktycznie odmiennie się mieć w przypadku małżeństw. A takie z dziećmi to już w ogóle porażka i koszmar dla potomka.

Co do ostatniego to komentarz to lepiej wyjaśnił… ;)

Tagi: , , , , , , , ,

Komentarze 11 komentarzy

Uwielbiam – no ubóstwiam po prostu jak ktoś po przeczytaniu jednej notki zarzuca mi małe doświadczenie i płytkość. Warto czasem trochę poszperać i przekonać się jakim stylem piszę żeby móc się wypowiedzieć.
Szanowny panie autorze ten tekst który podlinkowałeś można i należy podpiąć pod kategorię IRONIA (sprawdź znaczenie).
Serio, serio uważasz, że to co napisałam to prawda objawiona, że warto wrócić żeby zaoszczędzić na kwiatach? Please :)
To był luźny żart na temat tekstu Raya z którym się zgadzam , i moi czytelnicy to zrozumieli.
Nie wszystkie blogi to serwisy udzielające stuprocentowo poważnych porad psychologicznych – dziękuję, pozdrawiam.

Dla mniej oczytanych – przeprosiłem już pod jej artykułem ;-).

Faktycznie, do wpisu na ACh podszedłeś dość dosłownie, mimo, że było to napisane z dość dużym przymrużeniem oka.
Ogólnie się z Tobą zgadzam. Ciekawy wpis. W zasadzie mógłbym powiedzieć, że większość już napisałem.

Jednak z jednym się nie zgadzam. Jestem dorosłym człowiekiem. Było się w różnych związkach, krótszych, dłuższych, intensywnych, bądź mniej intensywnych. Skoro żadna mnie nie potraktowała siekierą po plecach to czemu miałbym je nie szanować?
Oczywiście nie ze wszystkimi się ma kontakt, ale z tymi co mam – mam bardzo normalny, koleżeński kontakt. I uważam to za normalność, nie jesteśmy młodymi, głupimi nastolatkami, gdzie po rozstaniu dziewczyna wyzywa faceta od dziwkarzy, a facet kobietę od kurew.

Różnica taka, że jednak mnie traktowano siekierami… niedosłownie ;). Jeszcze mi daleko do trzydziestki, aby wszyscy wokół byli już w odpowiedniej fazie intelektualnej, stąd takie doświadczenia.

Wyleciał jeden akapit z finalnego wpisu w części o szacunku: napisałem, że nawet chciałbym mieć ExDziewczynę-Kumpelę, tylko widocznie jeszcze za mało ich było (tych dostatecznie porządnych), aby coś takiego się udało…

Próby też były, ale to już osobista sfera…

Z tego co zdążyłam wyczytać to Ty, Ray i ja na dobrą sprawę jesteśmy równolatkami. No ok, ja jestem najstarsza z moją 2 i 4 na karku.
Jesteśmy młodzi, życie przed nami i pewnie skończy się tak, że Wy po czterdziestce będziecie w szczęśliwych długich związkach a ja zachwalająca wciąż stałość zwiazków po trzech rozwodach:)
Wszystko przed nami chłopaki więc nie ma się co spinać. Że się uniosłam przepraszam, ale jak tłumaczyłam psychoterapeutów mam na blogu tyle, że muszę wycinać w pień. Wybacz.

A co do siekiery w plecy, również miałam takiego jednego faceta i w tym wypadku to nie tylko że źle o nim mówię. Ja na gościa patrzeć nie mogę – więc rozumiem Dextera.

Dexterxx, chciałam poznać po wpisie u Milexiki Twój punkt widzenia, ale przepraszam Cię, nie dałam rady doczytać Twojego tekstu do końca, zatrzymałam się na 14-latku, który dowiedział się, że ona się z kimś całowała, a jego świat sie przewrócił…

Gdyby opowiadał mi o tym 14-latek, że jego swiat się przerwócił i że przeżywa, cierpi i wszystko mu się kończy, to rozumiałabym i współczułabym mu, i pocieszła go, dając jakieś wyjaśniania etc., ale dorosły mężczyzna, który wraca do bądź co bądź nie specjalnie traumatycznego doświadczenia straty, to jakoś nieautentycznie mi zabrzmiało.

Spoko, rozumiem ;-).

Przekroczyłem świadomie tą niewdzięczną barierę 500-800 słów narażając przy tym czytelnika, a historię poszatkowałem i dałem tylko jako przykład – myślisz, że na co dzień rozmyślam o takich nieistotnych, daaaawnyyych wydarzeniach ;) ?

Można to potraktować tylko jako jedną z pierwszych iskier, które ukształtowały mój światopogląd, a całej autobiografii nie zamierzałem i tak tutaj wciskać – w końcu „Długi post o miłości”, jak widzisz obyło się bez przedszkola chociaż tam też były iskry… meh ;)

[…] Dodałem ostrzeżenie na początku, przy tym możesz trochę więcej zrozumieć w moim nowszym poście o związkach. […]

A czy w wieku 13 lat można stworzyć związek? :P

No może nie tak poważny jak w dorosłym życiu, no ale niektóre dzieciaki do takich rzeczy mogą podchodzić (zbyt) poważnie ;)

[…] nagonki na Kominka. Zacząłem Ray’a czytać skanować po tym, jak odwoływałem się do jakiegoś tam artykułu o związkach*, na początku zdania podlinkowałem do treści, którą też chcę liznąć na szybko. Ray sam […]

Skomentuj