Ryba ci zdechła w kiblu…

3

Ten post nie ma wstępu, ponieważ jest tak abstrakcyjny, że w ogóle nie polecam Ci go czytać… szczególnie, jeśli jesteś słaby/a psychicznie.

Do sedna, wiesz, że zdechła Ci ryba w kiblu?

„Ale co robiła ryba w moim kibli?” – zapytasz zapewne.

Odpowiedź nie jest prosta. Dawno dawno temu, kiedy aborygeni nie jeździli jeszcze swoimi tygrysami na biopaliwach istniała instytucja pomagająca chorym dzieciom w Polsce – nazywała się Curvitas Polzka. Reklamował ją niegdyś bardzo znany Zygmunt Hajzer – czołowy lekkoatleta i skoczek narciarski.

Jak to w życiu jaskiniowca bywa Hajzer zachorował na nieuleczalną chorobę o tajemniczej nazwie „biegunka” przez co musiał szybko pożegnać się z serwerem tego świata – został zlinczowany łańcuchami rowerowymi po czym przerobiono go na smalec i obsmarowano nim wszystkie kanapki we wiosce wikingów. Chociaż smalcu z Hajzera nie brakowało, to jednak w wioskach wciąż panował głód bo był to aktualny trend niczym głodówka w dzisiejszej Afryce. Z modą nie masz szans i chuj.

Wtedy też, jeszcze w 213 roku przed naszym T-Mobile  odbywały się igrzyska olimpijskie w smażeniu makaronu – czemu makaron smażyli? O to mnie nie pytajcie, bo sam nie widzę w tym sensu. Makaron miał to do siebie, że potrafił utkwić między szczelinami palców u nóg, przez co gdy ktoś mył stopę w muszli klozetowej, to często ten makaron zostawał i pływał na powierzchni wody.

Wnet jak na tamte czasy dzieci w przedszkolach uczono już zostawiać klapę kibla podniesioną, aby woda wewnątrz muszli była zasilana w niezbędny kwas azotowy dostarczany prosto z powietrza z atmosfery ziemskiej. Niestety w tamtych czasach żył pewien chłopaczek, który uznawał się za „boską cząsteczkę” czy tam „wysłannika borzego” i twierdził on, że jakieś wyimaginowane zwierze przekonało go do opuszczania klapy toalety, co zaczął z uporem maniaka czynić.

Wszystko teraz sprowadza się do logicznej całości – ryba zdechła Ci w kiblu, bo tak na prawdę nigdy nie miałeś ryby w kiblu i dlatego ona zdechła.

A makaron w każdej chwili możesz iść wyłowić i zjeść. Nie pojmuję tej znieczulicy ludzkiej na tonące delfiny w tatrach.

Tagi: , ,

Komentarze 3 komentarze

Hajzer jest skoczkiem pierwszej wody, zawsze skacze tam, gdzie warto skoczyć, czyli tam gdzie lepiej płacą :-)
I nie narzekać na marakon – nim się najlepiej rzyga :-P

kurde

makaron!!

nienawidzę błędów w zdaniu

czy jest na pokładzie admin?

Jest… bardzo zajęty ;>

Skomentuj