Syndrom drugiej twarzy

1

Kiedyś poznałem dziewczynę, do której czułem nieprawdopodobną słabość ze względu na jej styl ubioru jak i jej samą urodę. Była również niesamowita w rozmowie, bo ja zawszę z humanistami świetnie się dogadywałem, a ona lubiła pisać, sporo czytała, miała też coś w sobie z artystki – potrafiła nieźle rysować. Nieważne jak się zaczęło, jednak potem spotykaliśmy się, w końcu przyszedł czas na uoficjalnienie i „chodzenie” ze sobą. Byłem wtedy przeszczęśliwy i również na jej twarzy widziałem sporo szczęścia, chociaż według wszystkich nie pasowaliśmy do siebie.

Związek nie trwał długo jak i nie był idealny, bo ledwo cztery miesiące i cztery dni upłynęły aż tamto się zakończyło. Pierwsza połowa obfitowała chyba nawet w motyle u mnie, potem pojawiły się kłótnie i kwasy. Gdzieś na początku (było to między grudniem a kwietniem), bodajże w styczniu miałem taki moment, że patrząc jej w oczy, na jej twarz zacząłem dostrzegać zupełnie inną osobę.. zauważyłem, że coś w niej siedzi, co kompletnie mi nie pasowało, poczułem, że to kiedyś się skończy, a ona nie jest tą jedyną…

Czym jest syndrom drugiej twarzy?

Wklepałem właśnie moje nowo wymyślone pojęcie w wyszukiwarkę… no i znowu zupełnie brak konkretu, nikt jeszcze nie wpadł na to by o tym napisać. Podobnie było z postem o kryptografii emocjonalnej i tamtejszych bitach…

Więc syndrom drugiej twarzy to w rzeczywistości skryta osobowość drugiej osoby, która mimo naszej podejrzliwości jest „tym kim chcemy by była” (w naszym przekonaniu) lub jest „tym, jak sobie ją wyobrażamy”, a w rzeczywistości coś głęboko siedzi w niej, co jest przeciwne nam, naszym oczekiwaniom. Nasze wyobrażenia tworzą się na podstawie kłamstw i mijania prawdy, ochoty doświadczenia ryzykownego szczęścia. Niestety, z doświadczenia muszę winę zwalić na dziewczyny, które jeszcze nie wydoroślały i mają nasrane w głowach. Chociaż faceci też często są skurwielami, ale to nie jest tak skomplikowanie kryte, my cierpimy bardziej na bezpośredniość.

Druga twarz pojawia się w różnych momentach. Najbardziej wprawione oko i najbardziej trzeźwe myślenie potrafi to dostrzec w ciągu niecałej sekundy, zazwyczaj w chwili ciszy gdy patrzymy na druga osobę. Nie ma tutaj mowy o jakimś uciekaniu wzrokiem (nie z nami takie banały), jednak całość tego zdarzenia opiera się na jakiś mikroskopijnych detalach.. a to uśmiech nie jest tak całkowicie szczery, a to oczy mają inny wyraz… sam oddech albo „intuicja” co druga osoba myśli może tutaj o wszystkim zadecydować. Warto zatrzymać się i przeanalizować swoje rozmowy, najdrobniejszy detal „wymijania” naszego partnera może świadczyć o istnieniu syndromu drugiej twarzy, knuciu, nie zawsze da się tak „dogłębnie przejrzeć” drugą osobę, jeszcze gorzej, jak w dłuższym związku stracimy czujność, a bratnia dusza jest ekspertem od kłamania.

Wyobraź sobie teraz taką sytuację: patrzysz na ukochaną osobę, w głowie krążą Ci tylko pozytywne myśli, myślisz o wspólnej przyszłości i wspaniałych chwilach, które są za Wami i przed Wami – brzmi bardzo przyjemnie, nieprawdaż? Takim myślom towarzyszą wszelkie pozytywne reakcje ciała i tak pojawia się uśmiech, serce szybciej bije… to samo widzisz na twarzy drugiej osoby, wierzysz, że ta chwila będzie trwać wiecznie i wierzysz w szczęście w każdych kolejnych godzinach i dniach Waszego związku.

Problem pojawia się, gdy dostaniemy olśnienia i dostrzeżemy drugą twarz albo sami w nią wpadniemy – a to ona ma taki, a nie inny styl bycia, który mógłby być lepszy, w przyszłości średnio sobie to wyobrażam… ej przecież, ona kompletnie do mnie nie pasuje – co ja z nią tutaj robię? Ma głupie zainteresowania, albo jest kompletnie niezaradna i trzeba ją pilnować na każdym kroku… Nagle partner stał się taki nieidealny?

Czy sami właśnie nie doświadczamy syndromu drugiej twarzy? Bo coś takiego powinien nasz partner wychwycić, jeśli jest dostatecznie czujny i zna nas dostatecznie dobrze, na tyle, by nieraz móc się komunikować bez słów. Zaczynamy zdradzać w myślach swojego partnera i wytykać mu najróżniejsze błędy. Jasne, że ludzie powinni się jak najlepiej dopasować, ale momentami to wytykanie jest grubo przesadzone – zaczyna przejmować nasze myśli nasza druga twarz? Szkoda, że nie zawsze chce się porozmawiać o tym z drugą osobą, tylko ucieka się w zdrady, kłamstwa, toksyczne wyniszczanie związku po cichu lub gwałtownie, boleśnie.

Uogólniając trochę, bo ciężko jest wyjaśnić to całe zjawisko, a ja już sam się motam w tym, co chciałem przekazać.. Zdarzyło Ci się pewnie kiedyś spojrzeć na partnera jakiś czas po rozstaniu? Niegdyś wspólnie spędzaliście chwile, chodziliście za rączkę i się całowaliście. Dzisiaj łapią Cię dreszcze na jego widok albo odczuwasz ogólną niechęć i nie chcesz zbliżać się do tej osoby nawet na 10 metrów. Nie wiesz co siedzi jej w głowie i z czasem dochodzisz do wniosku, że wcześniej też tak naprawdę nie wiedziałeś. Zazwyczaj po rozstaniach zaczyna się dostrzegać jakieś drobne detale, o który nie miało się pojęcia wcześniej lub które były „skrywane” w czasie „tamtego związku”. Nagle zauważasz, że wiele słów partnera było kłamstwami, a on zachowuje się zupełnie niespodziewanie dla nas.

Sporo ludzi też się zmienia tuż po rozstaniu, jeszcze większe zmiany zachodzą gdy kończą się nastoletnie lata, ale o tym będę wkrótce pisać w „Syndromie 18 latka” – znów uchwalę w internecie regułę, do której sam się nie zastosowałem w ciągu ostatnich dwóch lat, a której skutki przewidziałem na początku ostatniego związku (o którym tyle marudzę w tym lipcu). Teraz też wpadłem na pomysł „Syndrom rozstania”, coś podobnego miałem już na blogu kiedyś: kobiety nie chcą szczęścia, a szczególnie pierwszy link w tamtym poście:

„jest dobrze, więc trzeba spieprzyć, bo dobrze to nudno” – dowolna kobieta.

Ok, bo zaczynam wykraczać po za temat.

Można po prostu uogólnić to, co tutaj napisałem po prostu do drugiej twarzy każdej osoby – Ty masz drugą twarz, o której nikt nic nie wie, ja mam swoją drugą twarz… przykre jest tylko to, że czasem nie potrafimy jej poskromić i wypuszczamy na wolność tego demona. Demon ten pieprzył mi dwa ostatnie związki, a ja sam się sobie dziwie, że moja psychopatyczna natura doskonale sobie z moją drugą twarzą radzi.

A chciałem opisać tutaj drugą twarz, jaka pojawia się w związkach między ludźmi, którzy obiecywali sobie wierność, odkrycie wszystkich tajemnic i ogólnie pełne zaangażowanie, scalenie dusz niczym ślimaki w czasie seksu. Odechciało mi się już po 22 latach wierzyć w takie związki, po około 10 latach analizowania ludzi wokół, więc jeśli wierzysz w miłość po grób, to wiedz że Twój przyjaciel i bratnia dusza też kiedyś może odejść, a to co o Tobie wie wykorzystać przeciwko Tobie… Powtarzam ostatni raz w tym miesiącu – nikomu nie możesz zaufać tak dobrze, jak sobie, przyjaciele z dzieciństwa, których znasz naście/dziesiąt lat też się zmieniają

Ciężki bardzo jest opisać ten „impuls” wyczucia drugiej twarzy u naszej ukochanej osoby, jeszcze ciężej jest go zauważyć i nauczyć się zauważać. Może żyć w ukryciu i nie ujawniać się przez dziesiątki lat, mimo tego, że w pierwszych miesiącach „coś tam dostrzegliśmy nie tak”. Więc zostawiam pytanie – czy miałeś/aś tak kiedyś, że w (byłym?) partnerze zobaczyłeś/aś inną osobę?

Temat może morze i może ocean, więc zostawiam ten smętny post na temat zdrad drugiej osoby do przemyśleń, pewnie nie raz jeszcze o tym coś napiszę.

Tagi: , , , ,

Komentarze (1)

„czy miałeś/aś tak kiedyś, że w (byłym?) partnerze zobaczyłeś/aś inną osobę?”
Nie, nigdy, a żyję z nim już 9 lat. Nie ma czegoś takiego, kiedy się kogoś naprawdę kocha. Nawet jakieś tam wady drugiej osoby się toleruje, a nawet kocha na swój sposób. Zna się ją dobrze (są w człowieku rzeczy niezmienne, jeśli jest już „dojrzały”) i jest miejsce na zaufanie.

Skomentuj