Rover – 1:00 – Sen, Koszmar

0

Rover: [
Słyszysz? Moje miejsce jest tam gdzie są ptaki,
Wysoko czuje, że dotykam gwiazd i pióra,
Spadają z nieba lżej niż liście, chcę zasnąć i śnić,
wierzyć, że jest sens by istnieć,
Mieć wybór, pieprzyć grafik,
pisać omijając wszystkie zasady ortografii,
Wszystkie znaki, bo wystarczy to, że czujesz
i nieważne, że czasem czegoś nie rozumiesz.

Nieistotne czy jesteś ze mną czy nie,
W kącikach spiekłych ust gromadzę ślinę,
Ambicje przekładam przed rutynę,
mówią, że ktoś za nas postawił kolejkę na szynę.
Pędzimy podobno w wagonie bez steru,
z zaciśniętą pięścią na garść problemów
I nie mam więcej ze sobą, prócz grzechu.
Śpię nagi, dobro i zło w jednym człowieku… Mama

Budzę się, zmarli podchodzą do drzwi,
w kolejną płytę toczę litry krwi
I pewnie umarłbym jak Magik,
ale na to nie starcza odwagi by się zabić,
choć prawie sięgnąłem po dragi.
Siostro, weź mnie trzymaj,
bo anioł z diabłem walczą o swojego syna.
Piętnaście stacji, piętnaście tracków, dzień z życia.
Szczerze? Chuj mnie obchodzi czy się przyjmie płyta.
Bo pisałem to co czułem, nie to co chciał byś bym pisał,
uwięziona jaskółka za życia,
daj jej wzlecieć na połamanych skrzydłach od wiatru
nie mam dłoni tato by poznać swój świat tu. ]

Tagi: , , ,

Skomentuj