Pomysł poprawki do studiów

0

Właśnie jestem w przerwie rycia na sesję, która już zaczyna się w poniedziałek (a potem hattrick – wtorek, środę, czwartek przetrwać z dwoma egzaminami / poprawkami sprawozdań i oby koniec), dla niektórych potrwa do 30 września. Nieważne.

Zdobywanie ocen i zaliczanie każdego semestru na studiach mogłoby odbywać się w inny sposób: mógłby zostać zdjęty wymóg całościowego zaliczenia poszczególnego semestru (+ warunki), aby dostać możliwość studiowania na kolejnym semestrze. Przykładowo:

Pierwszy semestr obejmują następujące przedmioty: Matematyka, Fizyka, Programowanie, Podstawy informatyki.
Drugi: Podstawy elektrotechniki, Programowanie 2, Matematyka, Teoria układów cyfrowych.
Trzeci: Konstrukcja układów cyfrowych, Elektrotechnika, Programowanie projekt, Praca dyplomowa

Powiedzmy, że jestem miłośnikiem informatyki, więc od razu bez problemów jestem w stanie zaliczyć wszystkie trzy programowania i podstawę informatyki w ciągu jednego semestru. Układy cyfrowe też są moją mocną stroną, więc dodatkowo zaliczam TUC/KUC. Po pierwszym semestrze mój stan studiowania mógłby wyglądać tak:

1 sem: Matematyka, Fizyka, Programowanie, Podstawy informatyki.
2 sem: Podstawy elektrotechniki, Programowanie 2, Matematyka, TUC.
3 sem: KUC, Elektrotechnika, Programowanie projekt, Praca dyplomowa

Świetnie! Zamiast 4 różnych przedmiotów w ciągu semestru zaliczam 6 o pokrewnej tematyce – nie będę już potem tracił na nie czasu, co więcej, niektórym (takim jak ja) takie zdawanie nie mieszałoby się ze sobą – niestety należę do typu ludzi, którzy potrafią najlepiej skupić się na jednej rzeczy. Oczywiście system ten również sprawdzałby się dla ludzi, którym nie sprawia problemu takie mieszadło – Ty wybierasz, co kiedy zaliczasz, możesz lecieć wedle „starego” schematu. Też przez takie tematyczne skupienie moim zdaniem można bardziej poznać daną dziedzinę i więcej naumieć się, a chyba do tego dążymy studiując? (Niektórzy dla papieru… to temat na kiedy indziej)

Mimo braku dwóch przedmiotów z pierwszego semestru jestem dopuszczony do kolejnego – tak ostatecznie, to system semestrów można by było znieść w ogóle, a jeśli komuś to nie pasuje, to na przykład system w stylu „musisz zaliczyć przynajmniej 50% przedmiotów by móc studiować dalej” mógłby nastać – aha, moim zdaniem „warunki na rok” (jak jest aktualnie na studiach) trzeba było by znieść lub wydłużyć na np. 5 lat.

Jeszcze lepsza opcja zamiast bawić się w wszelkie warunki: Przedmioty na studiach jak questy… Zaliczasz tylko, co chcesz i kończysz studia z tym, co chcesz… Dostajesz na przykład 5 lat na skończenie studiów 7 semestrowych (3,5 roku, wliczone w to wakacje, bo przecież każdemu się mogą przydać). Nie wyrobisz się w 5 lat od rozpoczęcia to możesz dostać „papier pocieszenia” ( :-) ) lub tak, o czym piszę w następnym akapicie.

Oczywiście nic za darmo – osoby, które np. wybrałyby tylko „pakiet informatyczny” miałyby striktem „osłabiony” dyplom tylko do dziedzin informatyki. Zamiast mieszać aktualnie z magistrami, inżynierami.. mógłby po prostu pojawić się tytuł „pod-magister xxx / pod-inżynier xxx”, gdzie xxx to dziedzina (nazwa pakietu?). I oto mamy ludzi z wyższo-średnim wykształceniem, może niektórzy magistrzy obierania ogórków by się pohamowali.

A wykłady i ćwiczenia? Wszystko odbywałoby się wedle swojego życia, kto chce zaliczać dane ćwiczenia/laboratoria zapisuje się na początku semestru na nie i stara się je zdać. Wykłady oczywiście wolne dla każdego, ćwiczenia/lab również mogłyby by być. Prowadzący na początku semestru podaje dokładną tematykę przedmiotu oraz sposób zaliczenia. Aha: ćwiczenia powinny być najlepiej nieobowiązkowe, ale to ma i swoje złe strony.. niektórzy wolą poświęcić się pracy czy sami uczyć, inni wolą latać jak do szkółki.

No i ostatecznie: dyplom. System oceniania powinien się zmienić, a na dyplomach powinny być dokładniejsze rozpiski kto z jakiego przedmiotu jaką miał ocenę / kto czego w ogóle nie dotykał. I tyle, proste, zwięzłe – chociaż i tak jestem za tym by każdy pracodawca po swojemu testował swojego kandydata… papier jest tylko papierem i papier papierowi nierówny.. ale ciężko bez niego, w sumie kilka la temu wylałem się na ten temat tutaj: „O wymarzonych studiach”.

Aha, niepełni magistrzy/inżynierowie nie mogą iść dalej (doktorować się) jak i nie mogą nauczać (no, może z wyjątkami pewnymi).

Wady…

Niestety mój system ma wady: wiadomo, że system semestrów jest powołany z jednego głównego powodu.. kolejny semestr często wymaga zagadnień z poprzedniego. I pozostają dwa rozwiązania:

Albo jesteś od urodzenia zajebisty i nie sprawia Ci żadnego problemu zaliczenie wszystkiego za jednym zamachem (albo już to umiesz od dawna, bo wiąże się z Twoim hobby itd.)

Albo masz problem na głowie i zapierdzielaj teraz podwójnie – zaletą jest to, że inne przedmioty nie mącą Ci w głowie :-)

Kolejną wadą jest możliwe powstanie burdelu przedmiotowego: niektóre przedmioty mogłyby być przesadnie oblegane, inne przesadnie puste, co mogłoby wiązać się z zamknięciem przedmiotu / zwolnieniem prowadzącego.

No i całość mogłaby jeszcze spowodować większy napływ ludzi, więc problem państwa zapchanego magistrami mógłby się powiększyć, a tego przecież nie chcemy ;>

To jak, pomysł się podoba :-) ?

Tagi: , , , ,

Skomentuj