Rozczarowanie (studia są chujowe)

8

Tak, to Dakann

Wszystko fajnie i pięknie. Idzie matura, kończysz w końcu swoją @#$%@ szkołę z myślą o tym, że w końcu pójdziesz na studia (albo do pracy) i nie będą już tam od Ciebie wymagali tego, czego nie lubisz, a będziesz uczył się większości tego co Ci się przyda i czym pewnie się interesujesz (no chyba, że nie dostałeś się, albo jednak idziesz do pracy…).

28 września 2011: Post pisany przez ponad pół roku, rozpocząłem 24 stycznia 2011 – stąd wiele ram czasowych „problemy w zdaniu; chodzę na drugi semestr; pracuję..”. Ciężki kawałek chleba z ostatniego roku widziany moimi oczami.

Dodatkowo 7 października 2012 dopisałem kilka rzeczy ;). Do sedna:

Przypuśćmy, że dostałem się na wymarzone studia. Zainteresowaniami informatyka od dekady, więc trudno, abym teraz miał studiować biologię. O ile kolejnej wiedzy wsiąknie mi do głowy, ile ciekawych rzeczy dzięki nauce zdołam stworzyć i jak znacznie więcej osiągnę w końcu coś robić, a nie leniąc się. Poznam masę ciekawych ludzi, którzy będą w pewnym stopniu lepsi, w pewnym gorsi ode mnie. Może stworzę z nimi coś na skalę światową…? Wszystko kręcić się będzie wokół ulubionej informatyki. Teraz już jestem na studiach.

Brzdęk. Rzeczywistość jest znacznie gorsza, niż sobie ją wyobrażałem.

Nie umiesz fizyki i matematyki, wylatujesz

(i ch. że potrafisz nieźle informatykę)

Jak bardzo mnie krew zalewa, gdy myślę o tym, że fizyka i matematyka ciąży mi gdzieś obok w zdaniu tego semestru. (Dopisek 20 luty 11: Nie zdałem) Prawdę mówiąc, już o kilku tygodni nie wierzę, że zaliczę semestr. Po za tym jak wylecę… to też nie wiem, co mam zrobić. Myśląc nad zadaniami z fizyki odechciewa mi się szczerze tego inżyniera i studiowania – jakoś ten system mi nie odpowiada, ale co pocznę z marnym technikiem?

Po za tym wszystkim uważam, że zasługuje na mgr inż. informatyki… kurwa mać jaka to sprawiedliwość jak przewyższam wiedzą niejednego emgieer inż. co można było zaobserwować jakiś czas temu (moi nauczyciele mgr inż. z technikum do najmądrzejszych nie należeli,… raczej do niemądrych i to ja ich raczej uczyłem)… Po co mi piątki z przedmiotów informatycznych.. no po co?

I cytat na pocieszenie:

Najlepszymi informatykami są matematycy, nie informatycy.

Po za tym wszystkim…

Otaczają mnie idioci

Szczerością zrażam, ale przez ostatni rok to chyba hamuję się, aby nie robić sobie kłopotów. O jak chętnie wymieniłbym wszystkie te osoby z mojego wydziału, które zdążyłem poznać, a które zajebiście mnie wkurwiły swoją osobowością i może nadal (w chwili publikacji postu) mnie wkurwiają.

Tak oto poznałem specjalistę od systemów uniksowych, wyznającego zasadę że linux jest najlepszy, potrafiący być światowej sławy netsnifferem przy użyciu biednego ping’u… Małą pierdołę mówiącą do siebie i widzącą w swoich wszystkich działaniach-porażkach cudowne osiągnięcia, która zna odpowiedzi na wszystkie pytania i najlepiej wie wszystko. Starszaków, dla których jesteś od razu skreślonym lamerem niezależnie od tego, jak bardzo oni są lamowaci i jak mocno podcierają sobie dupę dokumentacjami, których nawet nie widzieli na oczy. Ludzie wchodzący w każde słowo wykładowcy, liżący dupę, aż do podrażnienia kloaki, a ostatecznie wydzierający tak mordę, że pragnę wyczarować stalowy pręt w prawej dłoni i przy…

Miałem mniej kląć.

Doktorzy są … znowu przekląć bym musiał

(Od teraz wiem, że pisze się przekląć a nie przeklNąć)

No to wracając do doktorów: Kolejna masa specjalistów (w sumie nie dziwie im się), którzy z góry traktują wszystkich z niższym tytułem wykształcenia za idiotów. Podążanie wciąż za tymi samymi schematami, co lata temu, nie pozwala zbyt dobrze rozwinąć skrzydeł i w pełni wykształcać w sobie sposób myślenia w danej dziedzinie. Wałkują tematykę, którą opracowali dekadę temu i która już zbyt aktualna nie jest.

Po za tym mają za duże mniemanie o sobie i pragną na siebie krzyczeć profesor z marnym doktorem, nawet nie habilitowanym. Trochę żenujące moim zdaniem, chociaż mówienie do nauczyciela w gimnazjum/liceum pani profesor to raczej coś miłego i spoko. Ale to takie umowne pieprzenie.

Minęło trochę czasu od napisania tej części…

Ponownie o zajebistej niesprawiedliwości

Uczęszczam na drugi semestr wciąż na wykłady i ćwiczenie – gdzie mi pozwalają – i uczę się już dla siebie, aby za rok tym bardziej wymiatać. Co mnie spotyka? Przypominam, że obsrałem i wyleciałem przez matmę i fizykę. Przychodzę na (MOIM ZAJEBIŚCIE SKROMNYM ZDANIEM) ważniejszy (na kierunku informatyki / w porównaniu do fizyki i matmy) przedmiot jakim jest PK – Programowanie komputerów. Omówienie terminów kolokwiów i egzaminów. „Nooo.. pierwszy będzie prosty, drugi trudny a trzeci we wrześniu prosty aby wszyscy mogli przejść”.

CO KURWA?!

Bo argumentem jest, że pracodawca patrzy do indeksu i może mu trójka z programowania się nie spodobać. To czemu nikt nie pozwolił mi tak matematyki i fizyki zdać? Nie sądzę, by była mi ta wiedza bardziej potrzebna od programowania, z którym chcę przyszły chleb wiązać, a nie każdy dział wymaga super skilli matematycznych… No ale cóż.

Chujowa studencka współpraca

Tak się składa, że poznałem starsze roczniki z mojego wydziału, ba, nawet moderowałem forum wydziałowe i napiszę to z czystym sumieniem: robiłem to dobrze, a nawet najlepiej w porównaniu do innych. W końcu mam lata praktyki w tej dziedzinie i to nie na byle jakim forum, jak to wydziałowe.

Możliwosć moderacji została mi zabrana, bo.. nie korzystałem z niej! – Po co jak nie było potrzeby przez kilka dni? Co więcej, wkurwiałem całą administrację, bo rzucałem propozycjami na dobre zmiany na forum… Spoko, raz mi się noga powinęła, zrobiłem coś (błahego) sam, zamiast czekać aż ktoś łaskawie ruszy dupe z góry. Oczywiście oberwało się, jak za usunięcie połowy postów z forum i ogólnie wydano światowej mocy opinię o tym, że nie potrafię pracować w grupie i jestem wybuchowy. LOL! Oj kurwa od dzisiaj będę wybuchowy…

A dzisiaj albo i wczoraj w nocy dostałem bana na forum, bo skończyłem studiowanie. Liczę na odbanowanie i pomyłkę, bo inaczej jeszcze bardziej się wkurwię i będę flugał kolejnymi przekleństwami w tym poście :-P

Na uczelni jest burdel

Od początku roku akademickiego czekam na okładkę na indeks. W sumie to teraz na pół roku się nie przyda i wątpliwe, że ją dostanę, mimo że zapłaciłem! Do tego trzeba czekać do końca marca, aby w końcu pojawiła się oficjalna lista studentów – miesiąc grubo po sesji?! Do tego miałem to szczęście, że studiowałem w rybniki – własny świat, własny plan zajęć i w ogóle jak wykładowcy piszą o „wszystkich grupach” to w sumie nie wiadomo, czy prowincję rybnicką to też obowiązuje… Zaczynając nie miałem pojęcia, czy mam się na immatrykulację do gliwic udać, ostatecznie na dwóch byłem, a indeks dopiero po 3 tygodniach studiowania dostałem.

Aha, przy drugim podejściu na studia otrzymałem moją okładkę zakupioną rok wcześniej.

I kto kurde powiedział, że studiowanie to najlepszy okres w życiu?

Nie zgadzam się. W technikum było mi najlepiej – fajni ludzie, fajne akcje i przekręty i ogólnie to nie dobijała taka ilość nauki jak na niektóre abstrakcyjnie-przydatne przedmioty. Co prawda można tak co rozdział życia gadać „aaa level niżej było lepiej” – w końcu gadamy tak, co do nowej szkoły pójdziemy i śmiesznie brzmi przypomnienie dzisiaj, jak to się w gimnazjum gadało, że jest trudno.

Może te studia takie piękne z perspektywy 8 godzinnej pracy przez cały tydzień? Nie wiem. W sumie to nie kwestionuje jeszcze tak bardzo tego powiedzenia – w końcu tylko pół roku postudiowałem i jednak na dziś cholernie mi się nie podoba. Co prawda może nie poznałem zbyt utalentowanych i fajnych ludzi, stąd moje narzekadło – nastawiłem się na kumpli z którymi bym kodził razem przez całą noc i w ogóle wszelakie projekty realizował.. No ale tacy to w gliwicach są, w rybniku ubogo ;-) (Bez obrazy dla was, niektórzy jesteście spoko, ale sama wiedza z liceum czy technikum to za mało).

Podsumowanie tych gorzkich żali

No cóż. Nie podoba mi się studiowanie. Nie podoba mi się wizja kończenia wykształcenia z technikiem i też nie podoba mi się wizja tyrania do marnej pracy teraz. Rozumiem, że się trzeba uczyć. Szkoda, że rok tracę przez to studiowanie, ale na pewno sporo się nauczyłem i lepiej podejdę do kolejnej próby łyknięcia tego cholernego informatyka. Po za tym trochę przedmiotów będę mógł sobie przepisać za rok i bardziej się skupić na tych nieszczęśnikach.

Puk puk, to jeszcze nie koniec!

16 lipca 2011, dopisuję kolejne rzeczy:

Trochę perspektywa tego wszystkiego się zmieniła, bo minęły 4 miesiące ponad od ostatnich dopisków w tym poście. Co się zmieniło? Pracuję jako webdeveloper / administrator / informatyk, na studia nie wróciłem, bo nie potrafiłem póki co wybrać – praca czy życie na sępa ze starymi + studiowanie. Weekendowe studia też mnie nie zachwycają, jeśli miałbym wypierdzielać cały miesiąc wypłaty, a po za tym weekend chce mieć już dla odpoczynku, a jeszcze znajdź czas na pracę, dziewczynę, samo-rozwój..

Szkoda: ucieka mi wiedza, w domu nie chce się uczyć samemu (ale staram się), życie stało się mniej elastyczne, droga bardziej w jednym kierunku.. czasem fajnie byłoby po-projektować scalaki, czego nie mam w pracy i raczej nigdy nie będę miał.

Fajnie: pieniądze, nie wkurwianie się nad fizyką i matematyką, realizuje rzeczy za kasę, których za darmo nie chciałoby mi się robić i motywuje mnie to do dalszej pracy, robię to co umiem.

Ten post ocieka gorzkimi żalami

Trochę za bardzo żaliłem się na matmę i fizykę – owszem, są chujowe, ale potrzebne – stąd możesz mnie traktować za jakiegoś totalnego debila, jak na przykład wielkich humanów pokrzywdzonych przez maturę z matematyki – żałosne, tak, wiem.. w sumie to jestem debilem, skoro nie spędzałem każdej nocy nad kombinowaniem przy tych dwóch kurestwach – łatwo się mówi.

Studencka współpraca 2

Na studiach panuje wyścig szczurów: reszta chce Cię wyeliminować, aby zostało wszystkich jak najmniej – mniejsze prawdopodobieństwo ujebania całego rocznika. Po za tym pisałem też o sprawiedliwości na studiach, stąd możesz z wiedzą informatyczną zostać wyjebany, bo akurat trafiłeś na kosę z nieinformatycznych przedmiotów – kurewsko nie fair, ale już zamykam dupę. Na pocieszenie napiszę, że wiele ludzi osiągnęło sukces srając na studio albo z nich rezygnując czy na inne dyplomy – Gates, Einstein, Zuckenberg, Page, Jobs,.. Tylko niestety trzeba ruszyć dupę, co dla niektórych jest ciężkie.

Schematyczność

To kolejna rzecz, która mi cholernie nie odpowiadała studiując. Doktorzy, na których narzekałem prowadzili zajęcia opierając się na zadaniach czy notatkach, które utworzyli lata temu. Największe zło: Podstawy informatyki – mój rocznik załatwił notatki od starszego (który pewnie jeszcze miał od starszego). Zajęcia prowadzone dokładnie jak w notatkach (trafiały się anomalie, rzadko) – albo myślałeś i robiłeś jak w notatkach, albo „siadaj, minus jedna dziesiąta”/”nie denerwuj mnie” – żałosna blokada uniemożliwiająca samo myślenie – uczenie się i postępowanie względem ustawionych kiedyś schematów.. i nie pyskuj bo mam doktora.

Burdel na uczelni 2

Pod koniec marca dochodził koniec ważności mojej legitymacji – jakoż, że jestem polakiem i kombinuję jak mogę: postanowiłem spróbować podbić ją na kolejne pół roku. Nie smarowałem nikomu w łapę, nie prosiłem biednymi oczkami o naklejkę.. po prostu przyszedłem:

– Dzień dobry, można legitymacje podbić?
Daję ją, babka mówi do drugiej by znaleźć mnie na liście, jestem, wszystko fajnie bla bla bla, nakleiła naklejkę i oddaje
– A kiedy Pan zapłaci za powtarzanie semestru?
Myślę: jak to kurna mam płacić za powtarzanie semestru, jak brakuje mi 11ECTS (matma+fizyka) = brak możliwości powtarzania semestru (dopuszczalny brak to do 6ECTS).
– A to mam płacić i nie muszę się już rekrutować?
Myślałem, że chodzi babce o jakieś płacenie, aby nie musieć się już rekrutować i za rok bez problemu wrócić..

Co prawda nie dogadaliśmy się do końca, ja obiecałem, że coś zapłacę i przyjdę z papierkiem do końca tygodnia, chociaż nie miałem do tego prawa jak i ochoty. Odszedłem z podbitą legitymacją..

Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że w ostatnie dni marca podbiłem legitymację, a w połowie kwietnia dostałem list z politechniki, że zostałem skreślony około 14 marca z listy studentów. Dzień dobry polska biurokracjo!

Dobre strony studiowania..

Z żalem ponownie: Studia (jak wiadomo) to przedłużenie młodości. Masa nowych, ukierunkowanych tak jak Ty ludzi (chociaż sporo to kurwy – pisałem wyżej). Możliwość dalszego poczucia wolności, brak potrzeby wstawania dziennie o 5 rano – jak ja teraz. Po za tym mimo otaczających idiotów: na studiach jest więcej ludzi myślących, niż możesz spotkać w polskiej pracowniczej codzienności. Do tego oczywiście ulgi studenckie i sam tytuł bycia studentem. Ciekawe projekty i wiedza z wyższej półki (chociaż nie zawsze). Dostęp do mniejszych zakamarków..

Dzisiaj, 28 września ’11, kolejne dopiski:

Wracam ostatecznie tam, skąd wyleciałem. Chociaż mógłbym dorzucić jeszcze trochę gorzkich żali, to jednak póki co się powstrzymam. Liczę, że ktoś wyciągnie coś wartościowego z tego postu. Szczególnie polecam gimnazjalistom przełknąć ten długi post, może jakoś wpłynie na kierunek ich przyszłości? Nikt nie mówił, że będzie łatwo: ale jak znowu dopadnie mnie ta cholerna niesprawiedliwość..

Burdel na uczelni 3, mini

Ostatnia drobna rzecz, która mi się nawinęła ostatnio. Składając papiery przy drugim naborze w Gliwicach (rekrutując się do Rybnika) zostałem poinformowany, aby na koniec tygodnia odwiedzić dziekanat w Rybniku, by szybciej zapłacić za indeks i legitymację i nie bawić się w biurokrację, która wszystko spowolni.

Odwiedzając dziekanat w Rybniku zostałem poinformowany, że nic takiego nie ma miejsca, należy w standardowy sposób czekać na numer albumu, potem rejestracja w systemie studenta, tam realizować opłaty – tak jak rok temu.

Zmarnowane 2-3 godziny na dojazd i dojście.

Ostateczne zakończenie

Chciałbym wrócić do technikum..

Tagi: , , , , , , , , ,

Komentarze 8 komentarzy

Powiem jedno: Dorośniesz, zmądrzejesz – nauczysz sie matematyki. Sam stwierdzisz, że bez niej niewiele sie da.

Canis świetnie to ujął. A pozatem wiadomo, że zdolnym indywidualistom nie jest lekko, bo mało kto ich rozumie. Musisz być bardziej wyrozumiały dla przecietnych, bo nie mogą się (sami siebie) przeskoczyć, no i jest ich większość.

Powodzenia:-))) Trzymam kciuki:-)))

hah, przez przypadek trafiłem na Twój post. Z góry mówię, że tak, jestem z polibudy, nawet z tego rocznika co Ty (2010). Na oceny miałem zawsze wyjebane, bo od drugiego semestru zacząłem pracę (na pół etatu, żeby nie przerywać studiów) jako… programista – algorytmik. Tak, wyobraź sobie, że tu matematyka zagląda bardzo głęboko. Mówisz – ok, ale można być programistą niealgorytmikiem. Oczywiście że można. ale jak wytłumaczyć fakt, że dostałem na start ponad dwa razy więcej niż programista „niealgorytmik”? Zatem dziękuj dr Łobos, że wykłada Ci tą matematykę, i daje szansę na znalezienie lepiej płatnej pracy, a nie marudź, że Ci się to nie przyda…

dr Ł. to przeszłość w moim wypadku ;)

BTW. Zaliczyłem AMiAL za pierwszym podejściem w tym roku, ba, nawet zwolniłem się z części egzaminu. Duża też w tym rola innej prowadzącej… Zmienił się też tok podejścia do nauki, ale to już wymaga dłuższej dyskusji + poprawki (pisanego w głębokim zniechęceniu) poście.

może dr Ł. to przeszłość, ale czekają Cie jeszcze MD, MS, i wiele innych – nie traktuj tego „żeby zdać”, tylko „żeby umieć” – zwróci się na pewno:)

Nie wątpię, ale jak to pogodzić z życiem codziennym, pasją, obowiązkami.. ;) Nie mogę rzucić ta wszystkiego na 4 kolejne lata bo od razu wypadnę z obiegu, taka prawda.

I zaczyna się grecka tragedia.

a czy twoja pasja to nie informatyka?:)

[…] żyć i studiować w takim kraju? Pisałem kiedyś że studia są chujowe, jeśli jeszcze rok uda mi się wytrzymać na tej uczelni to z pewnością napiszę […]

Skomentuj