Śmierdzący menel

2

Siedzę. Wyczekuję. W końcu nadjeżdża mój autobus którym w 5 minut znajdę się w swoim mieście. Jest późna pora więc nie muszę obawiać się tłoku, pewnie jak zwykle pojadą te same dwie znane mordy. Wsiadam. Długo się nie zastanawiając, automatycznie podążam na moje ulubione miejsce. Już siedzę, torba z laptopem obok. Coś śmierdzi w tym busie. Nie muszę się rozglądać, bo od razu widzę gnijącą resztkę człowieka przed sobą. Znany mi menel jedzie.

Jestem wrażliwy na smród. Żebyś to jeszcze spał to bym nie musiał tak cierpieć przez te najbliższe, długie kilka minut, ale ty nie śpisz. Musisz bełkotać swoim zafajdanym z ryby pyskiem pytania o cel tego kursu. Nic do ciebie nie dociera, bo alkohol pewnie już totalnie wypalił ci resztkę mózgu. Mimo to byłem na tyle miły, by po kilku zignorowaniach w końcu ci odpowiedzieć. Wyglądasz ohydnie i nie obchodzi mnie nijak twoja przykra historia jak wylądowałeś na ulicy, bo teraz trujesz mnie swoim brakiem higieny. Nie musisz być czysty, ważne byś nie pił.

Wybacz mi, że jestem taki nietolerancyjny w stosunku do ciebie. Chociaż miło by było, jakby wszyscy bezdomni zniknęli na dobre z ulic. Nieważne czy śmierć, czy jakiś dom opieki. Mnie by nie satysfakcjonowało dostatecznie życie na ulicy zatruwając powietrze ludziom wokół. Wolałbym śmierć już chyba, albo mieszkać w jakimś kanale z dala od ludzi (pewnie kiedyś odpowiem za te słowa, bo moja sytuacja też wspaniała nie jest).

Może i walczysz (walczysz?) o swoje życie. Może i masz nadzieje na lepsze jutro (będzie alkohol czy też nie?). Czemu miałbym nie dać ci szansy? Może specjalnie akurat wybrałeś nocny kurs, aby liczyć na jak najmniejszą publikę. Tego nie wiem. Wiem, że w moim mieście znajdują się kontenery z ubraniami (co też nie uważam za dobry pomysł) i może akurat do jakiegoś takiego jechałeś po nowe, niebrudne ciuchy z ryby, której puszka leżała pod tobą. Nie sądzę by cię to usprawiedliwiało.

Współczuję kierowcy, który w końcu postanowił cię na moim przystanku wyprosić. Współczuję mu mimo wszystko, że do takiej sytuacji doszło. Nie wiem, czy musiał użyć rąk, czy wyszedłeś mimowolnie. Współczuję mu odpowiedzialności za syf, jaki zostawiłeś w tamtym miejscu. I tylko powinienem zapamiętać numer tego pojazdu, aby w przyszłości z dala trzymać się od twojego miejsca – niezależnie, na ilu podobnych już siedziałem.

Pełen pogardy – współtowarzysz podróży.

Tagi: , , , ,

Komentarze 2 komentarze

[…] liczyć na własny czterokołowy pojazd z przyczyn finansowych więc i często muszę się tłuc z śmierdzącymi menelami i innymi przypadkami w jednym […]

[…] specjalnie rozwodzić się nad tematem ludzi bezdomnych: problem istnieje, w wielu krajach, ja sam nie trawię bezdomnych, a teraz dałem się zbajerować pewnej dość uroczej dziewczynie, o której nie wiemy nic i nie […]

Skomentuj